Behemoth, Dimmu Borgir, Dark Funeral, Repugnant, Deafheaven i wieści z metalowego podziemia
Październik się rozkręcił. Behemoth, Dimmu Borgir i Dark Funeral ruszyli w trasę, Szwedzi szykują kolejny album, Tobias Forge znowu pojawił się w wiadomościach, a na Islandii i w Norwegii dzieją się rzeczy, które znacznie bardziej mnie interesują niż kolejne medialne przepychanki o to, kto jest wystarczająco metalowy.
Najbardziej czekam na nowe Dark Funeral. Zdecydowanie. Chociaż wspólne występy Behemoth i Shagratha również robią swoje.
Do tego kilka premier, zapowiedzi i trochę muzyki, której niekoniecznie słucham na co dzień.
Behemoth, Dimmu Borgir i Dark Funeral. Zurych dostał Venom
Europejska trasa „In League With Satan” rozpoczęła się 9 października w Zurychu.
Behemoth, Dimmu Borgir i Dark Funeral na jednej scenie. Trudno o zestawienie, które bardziej odpowiadałoby moim muzycznym upodobaniom.
Ale sam skład trasy to jeszcze nic.
Podczas koncertu Behemoth wykonał „In League With Satan” Venom. Do Nergala dołączył Shagrath, który uczestniczył również w studyjnym nagraniu tego coveru.
I to jest zajebiste.
Nie dlatego, że dwóch znanych muzyków stanęło obok siebie, tylko dlatego, że Venom stanowi jeden z fundamentów historii ekstremalnego metalu. Bez tej kapeli trudno byłoby opowiadać o narodzinach black metalu w jego późniejszej postaci.
W Zurychu pojawiły się także koncertowe debiuty „I, Scvlptor” oraz „To Drown The Svn In Wine”.
Trasa trwa. Dzisiaj, 14 października, muzycy dotarli do Monachium. Dalej między innymi Paryż i Londyn, a 25 października Katowice.
Przy okazji jestem ciekawa, czy wspólne wykonanie Venom pozostanie elementem kolejnych koncertów. Shagrath i Nergal mają zupełnie inne osobowości sceniczne, ale właśnie takie połączenia bywają najciekawsze.
Dark Funeral. Ósmy album, do cholery!
Tu mam największy problem z zachowaniem cierpliwości.
Dark Funeral zakończył komponowanie materiału na ósmy album studyjny. Po październikowej trasie zespół planuje rozpocząć nagrania w Fascination Street Studios. Płyta ma ukazać się w 2027 roku.
Od „We Are the Apocalypse” minęły już ponad cztery lata. Wystarczająco długo.
Uwielbiam charakterystyczną dla Dark Funeral agresję, brzmienie gitar i tę atmosferę, której nie da się zastąpić samym szybkim graniem. Lord Ahriman przez ponad trzy dekady stworzył zespół mający własną tożsamość. I nawet jeśli ktoś uważa, że black metal skończył się na początku lat dziewięćdziesiątych, jego problem.
Ja chcę nowego albumu.
Najchętniej już teraz.
Zanim jednak zaczniemy spekulować o konkretnych utworach, okładce i terminach, przypomnę jedno: oficjalnej daty premiery nadal nie podano. Rok 2027 jest planem, a nie gwarancją.
Tobias Forge. Od Repugnant do Ghost i horrorów
Repugnant zawsze będzie dla mnie ciekawym rozdziałem historii Tobiasa Forge’a.
Dzisiaj większość ludzi kojarzy go z Ghost. Maski, rozbudowana scenografia, koncertowe widowiska, melodie wpadające w ucho i cała ta charakterystyczna otoczka.
A wcześniej był Repugnant. Death metal znacznie bardziej brudny, agresywny i daleki od estetyki obecnego Ghost.
Lubię oba te muzyczne oblicza Forge’a. I nie widzę w tym żadnej sprzeczności.
W ostatnich dniach znów zrobiło się o nim głośniej dzięki „V/H/S/MIXTAPE”, horrorowej antologii udostępnionej 9 października. Forge przygotował związany z nią materiał muzyczny.
Jestem ciekawa, dokąd jeszcze zaprowadzą go takie projekty.
Przy okazji Repugnant pojawia się jednak sporo spekulacji i życzeniowego myślenia fanów. Sama chętnie usłyszałabym, jak dzisiaj zabrzmiałby taki materiał. Tyle że oficjalnego potwierdzenia nowego albumu Repugnant nie ma.
A internet bardzo lubi robić z nadziei informację.
Deafheaven. Trzy utwory bez ostrzeżenia
Deafheaven wypuścił EP-kę „At Work in the Fields of the Bomb”.
Trzy utwory, bez wielomiesięcznego pompowania oczekiwań. Materiał pojawił się po zeszłorocznym „Lonely People With Power”.
Inspiracją była historia produkcji broni nuklearnej, przedstawiona między innymi w książce Roberta Del Trediciego z 1987 roku.
Deafheaven od lat wzbudza dyskusje. Jedni widzą w nich black metal, inni post-black, jeszcze inni uważają, że z black metalem mają niewiele wspólnego.
Mnie te wojny o etykietki zwyczajnie nudzą.
Zespół potrafi łączyć agresję z melodią i fragmentami niemal całkowicie pozbawionymi metalowego ciężaru. Można to lubić albo nie. Nie trzeba od razu organizować pieprzonego trybunału, który zdecyduje, czy muzykom wolno używać określonej nazwy gatunku.
Nowy materiał jest też ciekawy ze względu na rezygnację z udziału gości znanych z poprzedniego albumu.
Azarath, Arckanum i Konvent. Nie wszystko kręci się wokół wielkich tras
Azarath to jedna z tych polskich formacji, które przypominają, jak bezlitosny potrafi być death metal z blackmetalowym zacięciem. Bez lukru, bez udawania, że muzyka musi być przyjemna dla przypadkowego słuchacza.
Z Arckanum mam zupełnie inne skojarzenia.
Szwedzki projekt Shamaatae od lat interesuje mnie nie tylko muzycznie, ale również przez nawiązania do nordyckiej mitologii, dawnych wierzeń i antychrześcijańskiej symboliki. To zdecydowanie bliższe mojemu światopoglądowi niż chrześcijańskie moralizatorstwo.
Konvent z kolei to ciężar, doom i death metal w znacznie wolniejszym, przytłaczającym wydaniu.
Trzy różne światy.
W tym tygodniu nie mam potwierdzonych nowych wydawnictw tych wykonawców, więc nie będę wymyślać premier tylko po to, żeby nagłówek wyglądał atrakcyjniej. Ich twórczość warto natomiast znać. Szczególnie jeśli ktoś ogranicza swoją znajomość ekstremalnego metalu do kilku najbardziej rozpoznawalnych zespołów.
Mannveira. Islandzki chłód wraca
16 października ma ukazać się „Vesöld”, drugi pełnowymiarowy album Mannveira.
Pięć lat po „Vítahringur” Islandczycy wracają z siedmioma kompozycjami. Jedną z zapowiedzi jest „Bölvunin”. Wydawcą albumu będzie Dark Descent Records.
Islandzka scena blackmetalowa od dawna mnie interesuje. Nie wszystko musi brzmieć jak norweskie nagrania sprzed trzydziestu lat, żeby było mroczne i autentycznie nieprzyjemne.
W przypadku Mannveira uwagę zwracają dysonanse, niepokojąca atmosfera i fragmenty, w których muzyka nie tyle atakuje, co powoli zaczyna człowieka przytłaczać.
Na ocenę całości poczekam do piątku. Zapowiedzi brzmią obiecująco, ale bywało już, że świetny singiel prowadził do przeciętnego albumu.
Polderhaat. Średniowieczny fanatyzm jako źródło black metalu
Ten projekt zainteresował mnie przede wszystkim tematyką.
Holenderski duet Polderhaat przygotował debiutancki album „Klaagliederen”, zapowiedziany na 6 listopada przez I, Voidhanger Records.
Średniowieczna Holandia. Religijny fanatyzm. Represje. Cierpienie zwykłych ludzi.
Chrześcijaństwo przez stulecia wywierało ogromny wpływ na europejskie społeczeństwa, również poprzez przymus religijny i karanie odstępstw od obowiązującej doktryny. Z historycznego punktu widzenia to temat znacznie bardziej złożony niż kościelne opowieści o niesieniu światu miłości.
I właśnie dlatego lubię, kiedy muzycy sięgają po takie motywy.
W zapowiedziach „Klaagliederen” pojawiają się surowe blackmetalowe brzmienia, melancholijne melodie, chóry liturgiczne, smyczki i puzon.
To dosyć osobliwy zestaw.
Szczególnie ciekawi mnie wykorzystanie chórów w muzyce opowiadającej o religijnej opresji. Może z tego wyjść wyjątkowo ponury materiał.
Hellgrindr. „Blodørn” z Norwegii
Norweski Hellgrindr zadebiutował 14 października singlem „Blodørn”.
Dwa utwory zapowiadają album „Dødsvev”. Konkretnej daty jego wydania jeszcze nie znamy.
I tyle na razie wiadomo.
Zapisuję Hellgrindr na liście projektów do dalszego obserwowania. Norweska scena potrafi zaskoczyć nawet wtedy, gdy wydaje się, że wszystko zostało już powiedziane i nagrane.
Nie potrzeba mi natomiast kolejnej legendy stworzonej na podstawie dwóch utworów i informacji prasowej.
Nie tylko black i death metal
W ostatnich dniach pojawiły się również wiadomości z innych części metalowego świata.
Seventh Wonder zapowiedział „VII” na 29 stycznia 2027 roku. Towarzyszy temu singiel „Memories”.
Staind zaprezentował „Ghosts”, pierwszy nowy utwór od albumu „Confessions Of The Fallen” z 2023 roku.
Charlotte Wessels i The Obsession zapowiedzieli „Mute Swan Empire” na 5 lutego 2027 roku.
Nie są to wszystkie moje ulubione muzyczne rejony, ale Metalowy Radar nie będzie zamknięty wyłącznie na black metal. Chcę tutaj uwzględniać także to, co dzieje się poza ekstremalnym podziemiem.
Jednocześnie nie zamierzam poświęcać każdej informacji trzech akapitów tylko dlatego, że ktoś wydał singiel.
Czasem dwa zdania wystarczą.
Metalowy Radar zmienia dzień publikacji
Mała zmiana organizacyjna.
Od dzisiaj Metalowy Radar będzie ukazywał się w każdą środę, zamiast w poniedziałki.
Tak zostaje na stałe.
Sam cykl się nie zmienia. Dalej będą premiery, zapowiedzi albumów, koncerty, wiadomości z podziemia i moje komentarze.
Nie zamierzam udawać zachwytu nad wszystkim, co pojawi się na scenie. Nie każda premiera jest wydarzeniem roku, nie każdy powracający zespół nagrywa arcydzieło, a znane nazwisko nie daje automatycznie gwarancji dobrej muzyki.
Będę pisać o tym, co mnie interesuje, co uważam za warte uwagi i co zwyczajnie wzbudza moje emocje.
Czasami będzie entuzjazm. Czasami rozczarowanie. A czasami po prostu stwierdzę, że coś jest do dupy.
Bo po cholerę miałabym udawać coś innego?
W tym tygodniu zdecydowanie wygrywa u mnie Dark Funeral. Czekam na ósmy album i mam nadzieję, że niedługo poznamy więcej szczegółów.
A koncertowe spotkanie Nergala z Shagrathem przy „In League With Satan”? To jeden z tych momentów, które chętnie zobaczyłabym na własne oczy.
Kolejny Metalowy Radar już w środę, 21 października.
Do przeczytania na Hrafnrit.

Skomentuj