Kot dostał, bo nasikał na łóżko. Czyli jak zwyrodnienie nazywa się wychowaniem zwierzęcia.

10,9 procent.

Tylu opiekunów kotów uczestniczących w badaniu opublikowanym w 2019 roku w czasopiśmie naukowym „Animals” przyznało, że przynajmniej raz uderzyło lub kopnęło kota w reakcji na jego niepożądane zachowanie.

Nie jest to reprezentatywna statystyka dotycząca wszystkich opiekunów kotów w Polsce. Badanie przeprowadzono wśród określonej grupy respondentów.

Ale nawet z tym zastrzeżeniem ten wynik mnie obrzydza.

Nie dlatego, że dopiero teraz dowiedziałam się, do czego człowiek jest zdolny. Najbardziej przeraża mnie łatwość, z jaką ludzie usprawiedliwiają przemoc.

Kot nasikał na łóżko? Trzeba mu wpierdolić.

Pies pogryzł buty? Dostał po łbie.

Królik przegryzł kabel? Należy go ukarać.

A później taki człowiek opowiada, jak bardzo kocha swoje zwierzęta.

Gówno prawda.

Nie interesuje mnie miłość, której wyrazem jest zadawanie bólu istocie całkowicie zależnej od człowieka.

Kot nie rozumie twojej zemsty

Zacznijmy od oddawania moczu poza kuwetą.

Mokra pościel, materac do czyszczenia, nieprzyjemny zapach i dodatkowe pranie. Czy można się zdenerwować?

Oczywiście.

Tylko co z tego?

Kot nie siada na łóżku i nie planuje zemsty za to, że człowiek nie kupił mu ulubionej puszki.

Oddawanie moczu poza kuwetą może być związane z chorobą, bólem, stresem, konfliktem między kotami, niewłaściwą kuwetą albo znakowaniem zapachowym.

Dlatego zamiast wrzeszczeć, należy zacząć szukać przyczyny.

Diagnostyka weterynaryjna. Ocena warunków w domu. W razie potrzeby konsultacja behawioralna.

Ale po co szukać rozwiązania, skoro można kotu przyłożyć?

Szybciej, prawda?

A później jeszcze pochwalić się znajomym, że zwierzę doskonale wie, za co dostało.

Nie. Kot może nauczyć się bać człowieka, jego głosu i ruchów. Nie oznacza to, że rozumie ludzkie wyobrażenie o przewinieniu.

Przemoc nie usuwa przyczyny problemu. Potrafi tylko stworzyć kolejne.

Moje koty też sikały na łóżko. I jakoś nie przyszło mi do głowy ich bić

Przez lata opieki nad zwierzętami przeżywałam naprawdę różne sytuacje.

Choroby, rekonwalescencję, problemy behawioralne, leczenie i stany pozabiegowe.

Nie zawsze było czysto, wygodnie i przyjemnie.

Filomena i Kamila przeszły zabiegi kastracji. Po operacjach obu dziewczynom zdarzyło się popuścić mocz. Również na łóżko.

I co miałam zrobić?

Wpierdolić im za to?

Przecież to jest jakiś absurd.

Dwie kotki po zabiegach, osłabione, dochodzące do siebie po znieczuleniu i operacji. Najważniejsze było dla mnie ich zdrowie i bezpieczna rekonwalescencja.

Pościel trafiła do pralki, łóżko zostało wyczyszczone i na tym skończył się cały dramat.

Nie uważałam, że zrobiły mi coś złego.

Nie potraktowałam tego jako osobistej zniewagi.

Były po zabiegach. Potrzebowały opieki, a nie awantury.

Zdarzały się również sytuacje związane z problemami behawioralnymi.

I nie, nie zaczynałam od kar.

Były konsultacje, badania, USG, RTG i szukanie przyczyny.

Bo od tego, do cholery, jest opiekun.

Jeżeli kot oddaje mocz na moje rzeczy, chcę wiedzieć dlaczego. Nie interesuje mnie udowadnianie mu, że jestem większa, silniejsza i mogę zrobić mu krzywdę.

Mam pralkę, środki czyszczące i możliwość rozwiązania problemu.

Kot ma mnie.

I powinien móc mi ufać.

Filomena zbiła talerz. Potem kolejny. I co z tego?

Moje koty wchodzą na blaty kuchenne i na stół.

Tak, dobrze przeczytaliście.

Wchodzą.

Nie zamierzam opowiadać bajek, że wszystkie moje zwierzęta poruszają się po mieszkaniu według przygotowanego przeze mnie regulaminu.

Koty skaczą, wspinają się, eksplorują otoczenie i interesują się przedmiotami.

Czasami przedmiot stoi zdecydowanie za blisko krawędzi.

I niejednokrotnie już coś zbiły.

Talerze, szklanki, inne naczynia.

Filomena potrafi mieć taki dzień, że zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem nie prowadzi prywatnej działalności rozbiórkowej.

Ale kiedy słyszę tłuczone szkło, pierwszą rzeczą, o której myślę, nie jest kara.

Najpierw sprawdzam, gdzie znajduje się kot.

Czy nie nadepnął na odłamki? Czy nie zamierza wskoczyć w szkło? Czy nie rozciął sobie łapy?

Zabezpieczam zwierzęta i dopiero wtedy sprzątam.

Naprawdę miałabym dostać pierdolca o rozbity talerz, kiedy obok znajduje się zwierzę, które może zrobić sobie poważną krzywdę?

Jeżeli nie chcę, żeby coś zostało zbite, moim zadaniem jest zabezpieczenie mieszkania, schowanie delikatnych przedmiotów i zapewnienie kotom odpowiednich miejsc do wspinania.

Nie karanie za instynkt.

Bo za co, kurwa?

Za bycie kotem?

Naczynia można kupić nowe.

Zaufania zwierzęcia nie da się odkupić przy kasie.

Króliki zniszczyły słuchawki, pies buty, a szynszyle zabrały się za stolarstwo

Żeby nie było, że tylko koty mają u mnie talent do niszczenia rzeczy.

Moje króliki kilkukrotnie przegryzły mi słuchawki.

Adrien Michael, kiedy był małym psem, również miał swoje pomysły na zagospodarowanie wolnego czasu.

Na przykład buty.

Najwyraźniej obuwie stanowiło doskonały przedmiot do badania zębami.

A szynszyle?

Oliver i Billy postanowiły zająć się obróbką drewna.

Moja szafa nadawała się do tego idealnie. Regularnie ją obgryzały, zostawiając po sobie ślady godne małego warsztatu stolarskiego.

I wiecie, co zrobiłam?

Nie urządziłam im wpierdolu.

Nie próbowałam tłumaczyć królikowi, ile kosztują słuchawki, psu, że za buty zapłaciłam własnymi pieniędzmi, a szynszylom, że nie zamawiałam usługi frezowania mebli.

Zaczęłam szukać rozwiązania.

Kupowałam zabawki, organizowałam zajęcia, przygotowywałam matę węchową i próbowałam zainteresować zwierzęta innymi aktywnościami.

W przypadku szynszyli rozwiązaniem okazały się odpowiednie drewniane gryzaki.

Zamiast pozwalać im obrabiać szafę, zapewniłam bezpieczniejszą alternatywę.

Bo szynszyla musi gryźć.

Królik również ma naturalną potrzebę gryzienia, a jego zęby rosną przez całe życie.

Młody pies poznaje otoczenie również za pomocą pyska. Potrzebuje aktywności, zabawy i odpowiedniej stymulacji.

To nie są przejawy złośliwości.

To są zwierzęta.

Oczywiście, że szkoda było słuchawek, butów i mebli.

Ale mogłam schować przewody, zabezpieczyć przedmioty i zapewnić zwierzętom zajęcie. Szczególnie że przegryzienie przewodu elektrycznego może stanowić zagrożenie dla życia zwierzęcia.

Nie oczekuję od królika znajomości cen elektroniki, od psa wiedzy o wartości obuwia, a od szynszyli umiejętności odróżniania szafy od drewnianego gryzaka.

Oczekuję od siebie, że będę potrafiła zrozumieć ich potrzeby.

Moje słuchawki nie wróciły do życia. Buty nie odzyskały dawnego wyglądu. Szafa nie naprawiła się sama.

Ale zwierzęta dostały odpowiednie zajęcia, a ja nauczyłam się lepiej organizować im przestrzeń.

I jakoś wszyscy przeżyliśmy tę tragedię bez przemocy.

Niesamowite, prawda?

„Ja swoje zwierzęta biłem i żyły”. Gratuluję, tylko czego?

Jest jeszcze jeden argument, którego serdecznie nienawidzę.

„Kiedyś psy i koty dostawały i jakoś żyły”.

Wspaniale.

Czy samo przeżycie jest teraz dowodem dobrego traktowania?

Zwierzę może spędzić kilkanaście lat w domu, w którym regularnie doświadcza strachu. Może nauczyć się unikać człowieka albo przestać się bronić.

Żadna z tych rzeczy nie oznacza, że było szczęśliwe.

Pies dostał kablem, bo coś pogryzł.

Kot został uderzony, bo podrapał kanapę.

Ktoś włożył zwierzęciu pysk w mocz, bo uznał, że w ten sposób nauczy je czystości.

A później słyszę, że to była dyscyplina.

Nie.

To była przemoc.

Mój dom nie jest miejscem odwiedzin. Jest przede wszystkim domem moich zwierząt

Nie wpuszczam ludzi do swojego domu.

Nie organizuję odwiedzin znajomych, nie zapraszam rodziny na kawę i nie urządzam spotkań towarzyskich.

Dla niektórych może to być przesada.

Mam to gdzieś.

Uważam, że obecność innych osób w przestrzeni moich zwierząt może wiązać się z dodatkowymi zagrożeniami.

Nie potrzebuję sytuacji, w której ktoś pozostawi otwarte drzwi, przestraszy kota, spróbuje podnieść królika wbrew jego woli albo uzna, że doskonale wie, jak należy wychowywać moje zwierzęta.

Nie mam też ochoty słuchać, że kota trzeba zrzucać ze stołu, psa ustawić do pionu, a zwierzęciu pokazać, kto tutaj rządzi.

W moim domu nikt nie będzie stosował takich metod.

Zagrożenie nie zawsze wynika ze złych intencji. Czasami wystarczy nieuwaga, niewiedza albo przekonanie, że nic złego się nie stanie.

Jeżeli chcę spotkać się z człowiekiem, mogę zrobić to poza domem.

Moje zwierzęta nie są atrakcją dla gości.

Nie muszą nikogo zabawiać, pozwalać się głaskać ani tolerować obecności osób, których nie znają.

To ich przestrzeń.

Nawet kiedy wychodzę do pracy, obserwuję zwierzęta przez kamery

Moja odpowiedzialność nie kończy się w momencie zamknięcia drzwi.

W domu mam monitoring, dzięki któremu obserwuję zwierzęta również podczas nieobecności.

Nie po to, żeby później urządzać kotu awanturę, bo zobaczyłam na nagraniu, że zrzucił coś z półki.

Chcę wiedzieć, czy wszystko jest w porządku.

Czy któreś zwierzę nie utknęło w niebezpiecznym miejscu. Czy nie wydarzyło się coś niepokojącego. Czy w razie potrzeby muszę zorganizować pomoc.

Kamery nie zastępują człowieka ani opieki weterynaryjnej. Stanowią jednak dodatkowe zabezpieczenie.

I znowu mogę usłyszeć, że przesadzam.

Niech mówią.

Moje koty jedzą to, co lubią. I nie zamierzam na nich oszczędzać

Kolejną rzeczą, która potrafi wywołać komentarze, jest sposób karmienia moich zwierząt.

Kupuję produkty z najwyższej półki. Sprawdzam składy, wartości odżywcze i to, czy jedzenie odpowiada potrzebom konkretnego zwierzęcia.

I tak, zwracam uwagę na preferencje smakowe moich kotów.

Bo moje koty mają własne gusta.

Jedne karmy uwielbiają, innych nie chcą nawet powąchać. Potrafią zajadać się reniferem, dziczyzną czy określoną konsystencją, a następnego dnia uznać, że dana puszka nie zasługuje na zainteresowanie.

Cóż. Żyję z kocimi krytykami kulinarnymi.

Jeżeli jakaś karma im nie smakuje, szukam innej. Takiej, która jest odpowiednio zbilansowana i bezpieczna.

Nie zamierzam głodzić kota po to, żeby udowodnić mu, że musi zjeść konkretną puszkę.

Jeżeli najlepsza dla mojego zwierzęcia opcja kosztuje potworne pieniądze, mogę ją kupić.

Oczywiście znajdują się ludzie, którzy muszą skomentować moje wydatki.

Że przesadzam.

Że kot nie potrzebuje tak drogiego jedzenia.

Że dawniej zwierzęta jadły resztki z obiadu i jakoś żyły.

Znowu to „jakoś żyły”.

Nie twierdzę, że najdroższa karma automatycznie jest najlepsza. Cena nie zastępuje odpowiedniego składu i dopasowania do potrzeb zwierzęcia.

Ale nie pozwolę, żeby ktoś obcy decydował, ile wolno mi wydawać na opiekę.

To moje pieniądze.

Nie tylko koty. Nawet mój żółw dostaje jedzenie najwyższej jakości

Mam również psa, osiem królików, dwie szynszyle i żółwia.

Każde z tych zwierząt otrzymuje odpowiednio dobrane pożywienie wysokiej jakości.

Nawet Stefan, mój około dwudziestoletni żółw.

Nie istnieje u mnie podział na zwierzęta ważniejsze i mniej ważne.

Każdy gatunek ma inne potrzeby i wymagania.

Adrien Michael ma jedenaście lat i jest już seniorem. W związku z wiekiem i indywidualnymi potrzebami otrzymuje odpowiednio dobraną suplementację.

Koty także dostają suplementy, z uwzględnieniem składu ich diety.

Nie działam jednak według zasady, że im więcej preparatów, tym lepiej. Nadmiar niektórych składników może szkodzić.

Chodzi o świadome dbanie o zwierzę.

Stefan nie jest mniej ważny od Filomeny.

Króliki nie są mniej ważne od Adriena Michaela.

A szynszyle nie są dekoracją mieszkania, której można wsypać do miski pierwszą lepszą mieszankę.

Wszystkie zasługują na równie poważne traktowanie.

Każdy posiłek, czysta miska. Tak, naprawdę za każdym razem

Moje koty przy każdym posiłku dostają czystą miskę albo talerz.

Nie taki, na którym zalegają resztki poprzedniego jedzenia.

Czysty.

Naczynia myję w zmywarce, korzystając z programu odpowiedniego do ich materiału.

I żeby była jasność, nie dotyczy to wyłącznie kotów.

Miska Adriena Michaela również regularnie trafia do zmywarki.

Nie uważam, że kot powinien jeść z czystego talerza, ale pies może dostawać kolejne porcje jedzenia do naczynia pokrytego zaschniętymi resztkami.

Co to w ogóle za logika?

Pozostałości mokrej karmy, ślina i wilgoć sprzyjają namnażaniu drobnoustrojów.

Oznacza to ogrom misek i talerzy do mycia.

Czasami mam wrażenie, że prowadzę stołówkę dla wyjątkowo wymagających gości.

Ale nie robię z tego problemu.

Sama nie chciałabym jeść z brudnego talerza.

Dlaczego więc miałabym tego oczekiwać od zwierząt?

Wylizanie miski nie zastępuje jej umycia.

I nie, to nie jest rozpieszczanie.

To higiena.

Gerard, Ludwik i Tadeusz. Bezdomność nie oznacza jedzenia z brudnej miski

Moja troska nie kończy się na zwierzętach mieszkających pod moim dachem.

Opiekuję się również kotami żyjącymi na zewnątrz.

Gerardem, Ludwikiem i Tadeuszem.

Kupuję im dobrej jakości karmę. Myję ich miski i zapewniam profilaktykę przeciwpasożytniczą, w tym odpowiednio dobrane preparaty przeciw pasożytom wewnętrznym i kleszczom.

Jeśli któryś potrzebuje pomocy weterynaryjnej, w razie potrzeby odławiam go za pomocą klatki żywołapki i zabieram do lecznicy.

Tak, wymaga to czasu.

Tak, kosztuje.

I co z tego?

Nie każdy kot pozwala się podnieść i wsadzić do transportera. Nie każde zwierzę żyjące na zewnątrz ufa człowiekowi.

Klatka żywołapka umożliwia wtedy bezpieczne odłowienie zwierzęcia wymagającego pomocy. Oczywiście należy korzystać z niej odpowiedzialnie i pod nadzorem.

Najbardziej wkurwia mnie argument, że po co wydawać pieniądze na kota, który nawet nie jest mój.

A ja mam pytanie.

Co własność ma do rzeczy?

Czy kot musi spać w moim łóżku, żeby zasługiwać na dobrą karmę?

Czy musi być moim zwierzęciem, żeby zasługiwać na leczenie?

Gerard, Ludwik i Tadeusz nie są zwierzętami drugiej kategorii.

Kot pod kołami samochodu. Bo przecież „to tylko zwierzę”

Jest jeszcze jedna rzecz, która wywołuje we mnie autentyczną wściekłość.

Ludzie, którzy świadomie przejeżdżają koty.

Nie mówię o sytuacji, w której zwierzę nagle wybiega przed samochód i kierowca, pomimo ostrożności, nie ma możliwości uniknięcia potrącenia.

Mówię o celowym najeżdżaniu na zwierzę.

Trzeba być wyjątkowym skurwysynem, żeby potraktować samochód jak narzędzie do zabijania bezbronnych stworzeń.

A później jeszcze usprawiedliwiać się tym, że kot nie powinien znajdować się na drodze.

Oczywiście, że nie powinien.

Ale od kiedy obecność zwierzęcia na jezdni daje człowiekowi prawo do jego celowego zabicia?

Jeżeli można uniknąć potrącenia bez narażania innych uczestników ruchu, należy odpowiednio zareagować.

Nie oznacza to wykonywania gwałtownego manewru, który doprowadzi do wypadku z udziałem ludzi.

Oznacza odpowiedzialność.

Kot domowy powinien żyć w domu. Koniec dyskusji

Wiem, że to stanowisko nie spodoba się zwolennikom wypuszczania kotów samopas.

Trudno.

Uważam, że oswojony kot domowy powinien mieszkać w bezpiecznym domu i nie powinien być wypuszczany bez nadzoru.

Nie kupuję argumentu, że kot musi swobodnie chodzić po okolicy, bo taka jest jego natura.

Kot ma potrzebę eksploracji, wspinania się, obserwowania otoczenia, polowania i zabawy.

Ale czy naprawdę jedynym sposobem zaspokojenia tych potrzeb jest wypuszczenie go na ulicę?

Samochody, choroby zakaźne, pasożyty, trucizny, ataki innych zwierząt i ludzie zdolni do okrucieństwa.

To nie jest lista atrakcji, które chcę zapewnić swoim kotom.

To lista zagrożeń.

Mogę przygotować mieszkanie w taki sposób, żeby zwierzę miało odpowiednią przestrzeń. Zapewnić drapaki, półki, kryjówki, zabawki i miejsca do obserwowania otoczenia.

Mogę zorganizować zabezpieczoną wolierę, balkon albo kontrolowane wyjścia, jeśli konkretny kot dobrze je toleruje.

Nie potrzebuję wypuszczać zwierzęcia bez opieki, żeby udowadniać, że szanuję jego instynkt.

Moje Filomena, Kamila i Frøya nie muszą ryzykować życia na ulicy.

Nie oznacza to, że każdego nieoswojonego kota wolno żyjącego można po prostu zamknąć w mieszkaniu. Takie zwierzęta wymagają indywidualnego podejścia.

Pomaganie im na zewnątrz i zabezpieczanie własnych kotów wcale się nie wykluczają.

Obowiązkowe czipowanie. Wreszcie, do cholery

Jestem zwolenniczką obowiązkowego czipowania i rejestrowania psów oraz kotów.

Nie wyłącznie wszczepienia mikroczipu, ale także powiązania jego numeru z aktualnymi danymi opiekuna.

Sam numer niczego nie rozwiąże, jeśli nie można ustalić, do kogo należy zwierzę.

W Polsce przyjęto ustawę o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów, czyli KROPiK. Została ogłoszona 10 czerwca 2026 roku, natomiast jej zasadnicze przepisy mają wejść w życie 11 czerwca 2028 roku. Część przepisów ma inne terminy obowiązywania.

Nie oznacza to zatem, że od dzisiaj wszystkie psy i koty w Polsce muszą być już zarejestrowane według nowych zasad.

Ale sam kierunek zmian uważam za potrzebny.

Zwierzę może uciec. Może zostać skradzione. Może zostać porzucone.

Mikroczip zwiększa możliwość ustalenia jego tożsamości po odnalezieniu, choć oczywiście nie jest lokalizatorem GPS.

Szczególnie ważna jest dla mnie możliwość identyfikacji zwierząt porzucanych przez ludzi.

Ktoś wyrzuca psa przy drodze, bo przestał być wygodny.

Ktoś pozbywa się kota, bo przeprowadza się do nowego mieszkania.

A później okazuje się, że nie wiadomo, do kogo zwierzę należało.

Nie twierdzę, że sam czip rozwiąże problem bezdomności.

Ale jest jednym z narzędzi, które mogą pomóc w ustalaniu odpowiedzialności.

„Kotka musi raz urodzić”. Nie, kurwa, nie musi

Teraz temat, przy którym naprawdę kończy mi się cierpliwość.

Mit, że kotka albo suczka musi choć raz urodzić, żeby była zdrowa.

Ile jeszcze lat będziemy słuchać tych bzdur?

Nie ma medycznej potrzeby, żeby kotka lub suczka przeszła ciążę i poród wyłącznie dla zachowania zdrowia.

Ciąża nie jest zabiegiem profilaktycznym.

Poród nie jest magicznym sposobem na uniknięcie chorób.

To proces fizjologiczny, który może przebiegać prawidłowo, ale może również wiązać się z powikłaniami.

Kastracja zapobiega niekontrolowanemu rozmnażaniu i może przynosić określone korzyści zdrowotne, w tym eliminować ryzyko niektórych chorób narządów rozrodczych.

Nie oznacza to, że każdemu zwierzęciu należy wykonać identyczny zabieg w tym samym wieku. Szczególnie u psów termin kastracji powinien być dobierany indywidualnie.

Ale opowieści o obowiązkowym macierzyństwie kotek i suk nie mają uzasadnienia.

Zwierzę nie musi rodzić po to, żeby zaspokoić ludzkie wyobrażenie o pełnowartościowym życiu samicy.

Kastracja to krzywda, ale topienie kociąt już nie?

I właśnie tutaj zaczyna się największa hipokryzja.

Są ludzie, którzy nie chcą kastrować kotek, ponieważ uważają to za okrucieństwo.

Nie chcą również kontrolować ich rozmnażania.

Pojawia się ciąża.

Rodzą się młode.

I nagle zaczyna się wielkie zdziwienie, bo przecież nikt nie planował kolejnych kociąt.

Nie ma miejsca.

Nie ma pieniędzy.

Nie ma chętnych.

I wtedy niektórzy potrafią sięgnąć po coś, co nadal bywa usprawiedliwiane jako dawny sposób radzenia sobie z niechcianym miotem.

Topienie kociąt.

Jakim trzeba być pierdolonym hipokrytą, żeby uważać kastrację za krzywdę, a jednocześnie usprawiedliwiać zabijanie nowo narodzonych zwierząt?

To nie jest rozwiązanie problemu.

To jest okrucieństwo.

Nie obchodzi mnie, że ktoś kiedyś robił tak samo.

Nie obchodzi mnie, że podobne zachowanie przez pokolenia uchodziło za normalne w niektórych gospodarstwach.

Tradycja nie usprawiedliwia zadawania cierpienia.

Jestem zwolenniczką szeroko dostępnych programów kastracji, edukacji i zapobiegania niekontrolowanemu rozmnażaniu.

Moje Filomena i Kamila przeszły kastrację. Opiekowałam się nimi po zabiegach i zapewniałam im bezpieczną rekonwalescencję.

Nie uważałam, że odbieram im coś niezbędnego do szczęścia.

Podejmowałam decyzję dotyczącą ich zdrowia i zapobiegania kolejnym miotom.

Bezdomność zwierząt nie bierze się znikąd.

Za wieloma przypadkami stoją konkretne ludzkie decyzje, zaniedbania i brak odpowiedzialności.

A później za te decyzje cierpią zwierzęta.

Zwierzęta również są ofiarami przemocy domowej

Kiedy mówimy o przemocy domowej, najczęściej myślimy o krzywdzeniu partnera, partnerki albo dzieci.

A zwierzęta?

Przecież one również mieszkają w tych domach.

Słyszą awantury, reagują na agresję, mogą być bite, kopane, zastraszane albo wykorzystywane do szantażowania innych domowników.

Sprawca może mieć dobrą pracę, rodzinę, ładne mieszkanie i mnóstwo znajomych.

Może publikować zdjęcia kota na Instagramie.

A później uderzyć go za to, że załatwił się poza kuwetą.

Nie każde okrucieństwo widać z ulicy.

Dlatego tak bardzo irytuje mnie bagatelizowanie przemocy.

Że raz uderzył, więc nic się nie stało.

Że przecież kot nie umarł.

Że zwierzę musi znać swoje miejsce.

Nie.

Norwegia i Dyrevelferdsloven. Zwierzę ma własną wartość

Norweskie prawo ochrony zwierząt jest dla mnie szczególnie interesujące ze względu na sposób sformułowania podstawowych zasad.

Ustawa Lov om dyrevelferd z 19 czerwca 2009 roku w § 3 uznaje własną wartość zwierzęcia niezależną od jego użyteczności dla człowieka.

I właśnie ten zapis wyjątkowo do mnie przemawia.

Zwierzę nie musi zarabiać, pilnować posesji, łapać myszy ani dostarczać człowiekowi rozrywki.

Ma wartość jako żywa istota.

Dlaczego moje króliki miałyby być mniej ważne od psa tylko dlatego, że nie wykonują komend?

Dlaczego życie Stefana miałoby mieć mniejszą wartość, bo jest żółwiem?

Dlaczego Gerard, Ludwik i Tadeusz mieliby zasługiwać na gorszą opiekę, ponieważ nie mieszkają w moim domu?

Norweski § 14 zakazuje przemocy wobec zwierząt.

Nie ma tam żadnego wyjątku, zgodnie z którym bicie staje się dopuszczalne, jeśli człowiek nazwie je wychowaniem.

§ 23 dotyczy warunków życia i zapewnienia możliwości realizowania naturalnych zachowań.

I tutaj przypominają mi się moje króliki przegryzające słuchawki oraz szynszyle obgryzające szafę.

Zamiast karać je za instynkt, zaczęłam szukać rozwiązań.

Z kolei § 24 wymaga odpowiedniego nadzoru, pielęgnacji i żywienia.

Norweskie przepisy oczywiście nie nakazują kupowania karmy z najwyższej półki ani mycia każdej miski w zmywarce.

Wymagają jednak zapewnienia pożywienia odpowiedniej jakości, właściwych warunków i opieki.

§ 4 ustanawia także obowiązek udzielenia pomocy zwierzęciu, które jest w oczywisty sposób chore, ranne lub bezradne, w zakresie określonym przez ustawę.

O takich przypadkach myślę, kiedy słyszę o potrąconych kotach pozostawionych przy drodze.

Zgodnie z § 37 określone umyślne lub rażąco niedbałe naruszenia ustawy mogą skutkować grzywną albo karą do roku więzienia, a poważne naruszenia — do trzech lat.

Nie zamierzam przedstawiać Norwegii jako kraju, w którym nikt nigdy nie skrzywdził zwierzęcia.

Prawo nie sprawia, że okrucieństwo magicznie znika.

Trzeba je jeszcze egzekwować.

Polska i Norwegia. Na papierze Polska ma wyższe kary

Polska ustawa o ochronie zwierząt przewiduje w art. 35 do trzech lat więzienia za określone czyny polegające na bezprawnym zabiciu zwierzęcia lub znęcaniu się nad nim.

Przy szczególnym okrucieństwie kara wynosi od trzech miesięcy do pięciu lat.

W Norwegii omawiane zagrożenie ustawowe wynosi do roku więzienia za podstawowe naruszenia i do trzech lat za poważne.

Czyli w tych kategoriach Polska ma wyższe maksimum.

Tylko że mnie nie interesuje wyłącznie zapis.

Chcę wiedzieć, jakie wyroki rzeczywiście zapadają.

Czy są prawomocne.

Czy sprawca trafił do więzienia.

I czy faktycznie odbył karę.

Marcyś. Pięć miesięcy więzienia za skatowanie królika

W lutym 2026 roku w Krakowie znaleziono ciężko okaleczonego królika.

Nazwano go Marcysiem.

Zwierzę miało obcięte uszy, połamane kończyny i liczne rany. Ostatecznie konieczna była amputacja obu tylnych łap.

Obu.

Mam osiem królików. Widzę, jak się poruszają, skaczą i korzystają ze swoich łap.

Nie umiem czytać tej historii jak kolejnego anonimowego komunikatu policyjnego.

W lipcu 2026 roku zapadł prawomocny wyrok.

Sprawca został skazany na pięć miesięcy bezwzględnego więzienia, piętnastoletni zakaz posiadania zwierząt i dziesięć tysięcy złotych nawiązki.

Pięć miesięcy.

Za tak potworne okaleczenie.

Marcyś przeżył atak i trafił pod opiekę ludzi, którzy próbowali zapewnić mu spokojne życie. Niestety we wrześniu 2026 roku zmarł po problemach zdrowotnych i operacji pęcherza.

Nie twierdzę bez dokumentacji medycznej, że jego śmierć była bezpośrednim skutkiem wcześniejszego okaleczenia.

Ale samo cierpienie, które przeszedł, wystarcza mi do oceny czynu.

Dla mnie pięć miesięcy to zdecydowanie za mało.

Zabity kot z wiatrówki. Sprawa zakończona bez skazania

W 2015 roku Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze rozpoznawał sprawę mężczyzny, który zastrzelił kota z wiatrówki.

Sąd ustalił, że oskarżony dopuścił się bezprawnego zabicia zwierzęcia.

A następnie warunkowo umorzył postępowanie na dwa lata próby.

Orzeczono również pięć tysięcy złotych nawiązki.

Nie zapadł wyrok skazujący.

Warunkowe umorzenie nie oznacza stwierdzenia niewinności ani całkowitego braku konsekwencji.

Ale kot nie żyje.

A sprawa została zakończona bez skazania.

Mam prawo uważać taki rezultat za skandalicznie łagodny.

Krowa dzień po porodzie. Kolejne warunkowe umorzenie

W marcu 2026 roku Sąd Okręgowy w Siedlcach utrzymał w mocy warunkowe umorzenie postępowania dotyczącego transportu krowy dzień po porodzie.

Sprawa obejmowała zarzuty związane z transportowaniem zwierzęcia w złym stanie zdrowia, powodowaniem zbędnego cierpienia i złożeniem niezgodnego z rzeczywistością oświadczenia.

Sąd uwzględnił okoliczności sprawy i uznał, że warunkowe umorzenie jest właściwym rozstrzygnięciem.

Nie jest to przypadek identyczny z celowym katowaniem królika.

Ale pokazuje, że postępowanie dotyczące cierpienia zwierzęcia może zakończyć się bez wyroku skazującego.

Struś Zenek. Cztery lata więzienia, a potem wyrok uchylony

W styczniu 2025 roku w Bolechówku pod Poznaniem brutalnie zaatakowano strusia Zenka.

Zwierzę nie przeżyło.

W marcu 2026 roku sąd pierwszej instancji wymierzył oskarżonemu cztery lata więzienia za zabicie strusia ze szczególnym okrucieństwem, a łączna kara obejmująca także inne przestępstwa wyniosła siedem lat.

Tylko że 29 września 2026 roku Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił wyrok.

Powodem były kwestie związane z niezależnością i bezstronnością składu sądu pierwszej instancji.

Sprawa wróciła do ponownego rozpoznania.

To nie oznacza uniewinnienia oskarżonego.

Nie oznacza także, że sąd apelacyjny stwierdził, iż zwierzęcia nie skrzywdzono.

Oznacza, że wcześniejszy wyrok nie może stanowić prawomocnego rozstrzygnięcia.

Zenek nie żyje.

A postępowanie musi zacząć się ponownie.

Nie twierdzę, że należy ignorować prawo do niezależnego i bezstronnego sądu. Ale mam prawo być wściekła, że wada wcześniejszego postępowania powoduje tak poważne konsekwencje dla całej sprawy.

Waldemar Bonkowski. Pies nie przeżył, były senator spędził 53 dni za kratami

Waldemar Bonkowski, były senator wybrany z list Prawa i Sprawiedliwości.

W marcu 2021 roku przywiązał psa do haka holowniczego samochodu i ruszył.

Zwierzę początkowo biegło, później upadło i było wleczone po jezdni.

Pies nie przeżył.

Zdarzenie zostało zarejestrowane przez innego kierowcę.

W kwietniu 2024 roku zapadł prawomocny wyrok: trzy miesiące bezwzględnego więzienia oraz rok ograniczenia wolności w postaci prac społecznych.

A teraz najważniejsze.

Czy rzeczywiście odbył karę?

Tak, ale nie całą w zakładzie karnym.

Spędził za kratami 53 dni. Pozostałą część trzymiesięcznej kary pozbawienia wolności odbył w systemie dozoru elektronicznego.

Formalnie kara więzienia została wykonana.

Pozostawał jeszcze rok prac społecznych.

Tylko że tej części ostatecznie nie wykonał.

Sąd umorzył postępowanie wykonawcze na podstawie opinii medycznej wskazującej trwałą niezdolność do pracy. We wrześniu 2026 roku decyzja stała się prawomocna.

Nie twierdzę, że opinia lekarska była fałszywa albo że sąd nie miał podstaw prawnych do swojego rozstrzygnięcia.

Ale mam pełne prawo uważać sam wyrok za zbyt łagodny.

Pies zginął w potwornych okolicznościach.

A rzeczywisty przebieg wykonywania kary to 53 dni za kratami, pozostała część pozbawienia wolności pod dozorem elektronicznym i niewykonane prace społeczne.

I właśnie dlatego chcę wiedzieć nie tylko, jaki wyrok ogłoszono, ale również co wydarzyło się później.

Norwegia. Lukas został utopiony, sprawca dostał 90 dni więzienia

W 2016 roku norweski Sąd Najwyższy rozpatrywał sprawę psa Lukasa.

Mężczyzna przywiązał zwierzę do betonowej rury i zrzucił je z mostu.

Pies utonął.

Sąd wymierzył 90 dni bezwzględnego więzienia i pięcioletni zakaz posiadania oraz utrzymywania określonych zwierząt.

Trzy miesiące.

Norwegia jest mi bliska, ale nie zamierzam przez to udawać, że taki wyrok mnie satysfakcjonuje.

Nie satysfakcjonuje.

Nie będę również twierdzić, że norweskie sądy automatycznie karzą surowiej od polskich.

Nie karzą.

Norwegia. Dziewięćdziesiąt dwa martwe zwierzęta

W sprawie Jøa norweski Sąd Najwyższy oceniał poważne zaniedbania, które doprowadziły do śmierci 92 sztuk bydła.

Zwierzęta były pozbawione odpowiedniej opieki, pożywienia i wody.

Wymierzono karę roku i ośmiu miesięcy bezwzględnego więzienia.

Ta sprawa pokazuje również coś innego.

Nie tylko pies, kot czy królik zasługuje na ochronę.

Krowa również odczuwa ból.

Zwierzę gospodarskie nie staje się mniej wrażliwe dlatego, że człowiek przypisał mu określoną funkcję ekonomiczną.

Czy Norwegia rzeczywiście karze surowiej niż Polska?

Nie mogę uczciwie powiedzieć, że tak.

Polska ma wyższe ustawowe maksima kar w omawianych kategoriach.

Jednocześnie w Polsce można znaleźć warunkowe umorzenia, bardzo krótkie kary więzienia i sprawy, w których wykonanie sankcji nie wygląda tak, jak mógłby sugerować sam komunikat o wyroku.

W Norwegii również zapadają rozstrzygnięcia, które uważam za łagodne.

Nie można jednak uczciwie porównywać wszystkich spraw wyłącznie na podstawie liczby miesięcy.

Sądy uwzględniają rodzaj czynu, liczbę zwierząt, rozmiar cierpienia, stopień winy i inne okoliczności.

Dla mnie szczególnie ważne są trzy pytania.

Czy sprawca został prawomocnie uznany za winnego?

Jaka kara została wymierzona?

Czy rzeczywiście ją wykonano?

Dlatego opisuję Marcysia, Zenka, Lukasa, Bonkowskiego i przypadki warunkowych umorzeń.

Nie po to, żeby ogłaszać, że jedno państwo zawsze postępuje lepiej od drugiego.

Tylko po to, żeby pokazać, jak różne bywają konsekwencje krzywdzenia zwierząt.

Nie każdy powinien mieć zwierzę. I nie widzę w tym niczego kontrowersyjnego

Nie każdy człowiek ma cierpliwość, warunki i predyspozycje do opieki nad zwierzęciem.

I nie każdy musi je mieć.

Jeżeli ktoś nie potrafi zaakceptować, że kot może zachorować, nasikać na łóżko, coś zniszczyć albo wymagać kosztownego leczenia, powinien poważnie zastanowić się nad przyjęciem zwierzęcia pod swój dach.

Nie chodzi o to, że dobrym opiekunem może być tylko ktoś bogaty.

Nie trzeba kupować najdroższej karmy ani instalować kamer w całym mieszkaniu.

Trzeba jednak rozumieć, że zwierzę jest żywą istotą, a nie dekoracją.

Że potrzebuje odpowiedniego żywienia, higieny, bezpieczeństwa, opieki i leczenia.

Że czasami będzie generowało koszty.

Że czasami człowiek będzie niewyspany, zmęczony i wkurwiony.

I że żadna z tych rzeczy nie uprawnia do zadawania bólu.

Moje decyzje dotyczące odwiedzin, monitoringu, jedzenia czy domowych zasad są moimi decyzjami.

Ale brak przemocy nie jest kwestią indywidualnego stylu opieki.

To absolutna podstawa.

Nie potrzebuję miłości do zwierząt, która kończy się na pierwszym rozbitym talerzu

Moje koty potrafią zrobić bałagan.

Potrafią zrzucić naczynia, nasikać poza kuwetą, obudzić mnie, kiedy chcę spać, albo zdecydować, że najdroższa puszka wcale nie jest dzisiaj warta zainteresowania.

Króliki zdążyły już zniszczyć mi słuchawki.

Adrien Michael jako szczeniak potrafił zająć się butami.

Oliver i Billy uznały moją szafę za materiał do obróbki.

Mój pies się starzeje.

Króliki, szynszyle i żółw mają własne potrzeby.

Gerard, Ludwik i Tadeusz wymagają jedzenia, profilaktyki i czasami interwencji weterynaryjnej.

Nie zawsze jest łatwo.

Nie zawsze jest tanio.

Nie zawsze mam ochotę po raz kolejny sprzątać, prać, myć miski czy organizować wizytę w lecznicy.

Ale to ja zdecydowałam, że te zwierzęta będą częścią mojego życia albo że wezmę odpowiedzialność za udzielanie im pomocy.

One nie podpisywały ze mną żadnej umowy.

Nie obiecywały, że nigdy nie zachorują, niczego nie zniszczą i zawsze będą zachowywać się zgodnie z moimi oczekiwaniami.

A skoro tak, to nie mam prawa karać ich za to, że są żywymi istotami, a nie zabawkami.

Dlatego uważam, że potrzebujemy nie tylko karania sprawców przemocy, ale również zapobiegania bezdomności, odpowiedzialnej kastracji, identyfikacji zwierząt, edukacji i reagowania na zaniedbania.

Bo cierpienie nie zaczyna się dopiero wtedy, kiedy ktoś podnosi rękę na kota.

Czasami zaczyna się dużo wcześniej.

Od decyzji, że nie warto wydać pieniędzy na opiekę.

Że można wypuścić zwierzę i zapomnieć o nim.

Że niechciany miot jakoś zniknie.

Że pies czy kot to przecież tylko zwierzę.

I właśnie z takim myśleniem zamierzam walczyć.

Jeżeli widzisz znęcanie się nad zwierzęciem, reaguj. Zawiadom odpowiednie służby, zabezpiecz dowody, jeśli możesz zrobić to bezpiecznie, i nie traktuj sprawy jak prywatnego konfliktu pomiędzy właścicielem a zwierzęciem.

Kot sam nie zadzwoni po pomoc.

Pies nie napisze zawiadomienia.

Królik nie opowie nikomu, dlaczego boi się ludzkiej ręki.

To człowiek musi zareagować.

A do wszystkich, którzy twierdzą, że kot dostał, bo zasłużył, mam jedno pytanie.

Jak bardzo trzeba być żałosnym, żeby swoją siłę udowadniać na zwierzęciu, które nawet nie rozumie, dlaczego robisz mu krzywdę?

Ja wolę po raz kolejny wyprać pościel, wymienić rozbity talerz, kupić następne słuchawki i umyć czterdziestą miskę.

Moje zwierzęta nie muszą zasługiwać na dobre jedzenie, czyste naczynia, bezpieczeństwo ani szacunek.

Dostają je dlatego, że są żywymi istotami.

I na tym, kurwa, polega odpowiedzialność.

Źródła i bibliografia

Badania naukowe i dobrostan zwierząt

  1. Grigg E.K., Kogan L.R. (2019), badanie dotyczące postaw opiekunów kotów, metod wychowawczych i stosowania kar. Animals.
    https://doi.org/10.3390/ani9110978
  2. American Animal Hospital Association (AAHA), wytyczne dotyczące zachowania i potrzeb środowiskowych kotów.
    https://www.aaha.org/resources/2021-aaha-aafp-feline-life-stage-guidelines/behavior-and-environmental-needs-young-adult-cats/
  3. American Veterinary Medical Association (AVMA), materiały dotyczące kastracji, korzyści zdrowotnych i ryzyka zabiegów.
    https://www.avma.org/resources-tools/pet-owners/petcare/spaying-and-neutering

Polskie przepisy prawne

  1. Ustawa z 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt, w szczególności art. 6 i 35.
    https://eli.gov.pl/api/acts/DU/2023/1580/text.html
  2. Ustawa z 15 maja 2026 r. o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK), Dz.U. 2026 poz. 755.
    https://eli.gov.pl/eli/DU/2026/755/ogl

Norweskie przepisy prawne i orzecznictwo

  1. Lov om dyrevelferd (Dyrevelferdsloven), 19 czerwca 2009 r., nr 97, w szczególności §§ 3, 4, 14, 23, 24 i 37.
    https://lovdata.no/dokument/NL/lov/2009-06-19-97
  2. Rząd Norwegii, Animal Welfare Act — angielska wersja ustawy.
    https://www.regjeringen.no/en/documents/animal-welfare-act/id571188/
  3. Rząd Norwegii, Meld. St. 8 (2024–2025) — omówienie regulacji i orzecznictwa dotyczącego dobrostanu zwierząt, w tym spraw Lukasa i Jøa.
    https://www.regjeringen.no/no/dokumenter/meld.-st.-8-20242025/id3080297/?ch=5

Polskie sprawy sądowe

  1. Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze, sygn. II K 865/15 — zabicie kota z wiatrówki i warunkowe umorzenie postępowania.
    https://www.saos.org.pl/judgments/237227
  2. Sąd Okręgowy w Siedlcach, sygn. II Ka 48/26 — warunkowe umorzenie postępowania dotyczącego transportu krowy.
    https://www.saos.org.pl/judgments/544382
  3. LoveKraków — sprawa królika Marcysia i prawomocny wyrok za znęcanie się nad zwierzęciem.
    https://lovekrakow.pl/21-latek-znecal-sie-nad-krolikiem-prawomocny-wyrok-dla-oprawcy-z-krakowa
  4. OKO.press — sprawa zabicia strusia Zenka i uchylenie wyroku przez sąd apelacyjny.
    https://oko.press/strus-zenek-skatowany-wyrok-uchylono-bo-wydal-go-neosedzia
  5. Polska Agencja Prasowa — prawomocny wyrok wobec byłego senatora Waldemara Bonkowskiego za znęcanie się nad psem.
    https://www.pap.pl/aktualnosci/ciagnal-psa-za-samochodem-byly-senator-waldemar-bonkowski-prawomocnie-skazany
  6. Radio Gdańsk — prawomocne umorzenie wykonania prac społecznych orzeczonych wobec Waldemara Bonkowskiego.
    https://radiogdansk.pl/wiadomosci/region/kaszuby/2026/09/04/waldemar-bonkowski-nie-bedzie-pracowal-spolecznie/

Skomentuj