Wampir z Zagłębia. Czternaście zamordowanych kobiet i wyrok, który do dziś budzi wątpliwości.

Przez kilka lat kobiety na Śląsku i w Zagłębiu bały się samotnie wracać do domu. Ktoś napadał na nie, mordował i znikał. Milicja szukała sprawcy, władze potrzebowały sukcesu, a społeczeństwo chciało wreszcie poczuć się bezpiecznie. W 1972 roku zatrzymano Zdzisława Marchwickiego. Pięć lat później został powieszony. I chociaż państwo ogłosiło, że sprawiedliwości stało się zadość, pytania o jego winę nie zniknęły. Dzisiaj dochodzą do nich kolejne: o zeznania żony, autentyczność pamiętnika i zagadkową śmierć brata, który próbował walczyć o rehabilitację rodziny.

Kobiety, które nie wróciły do domu

7 listopada 1964 roku w Dąbrówce Małej zamordowano Annę Mycek.

Miała 58 lat i wracała z pracy.

Ktoś odebrał jej życie w okolicznościach, które zapoczątkowały jedną z najbardziej przerażających spraw kryminalnych w powojennej Polsce.

W następnych latach dochodziło do kolejnych ataków. Kobiety ginęły lub odnosiły ciężkie obrażenia, a milicja nie potrafiła zatrzymać sprawcy.

Dzisiaj łatwo opowiadać o tym jako o legendzie Wampira z Zagłębia. Włączyć dokument, obejrzeć stary reportaż, przeczytać książkę.

Ale wtedy nie było w tym niczego fascynującego.

Był zwyczajny strach.

Kobieta kończyła zmianę w pracy i musiała wrócić do domu. Jej rodzina czekała. A gdzieś w regionie działał człowiek zdolny do brutalnych ataków.

Nie chcę, żeby zamordowane kobiety stały się jedynie tłem dla historii Zdzisława Marchwickiego.

To właśnie im poświęcano zdecydowanie za mało uwagi w opowieściach skupionych na niezwykłości seryjnego zabójcy.

W wyroku przypisano Marchwickiemu czternaście zabójstw i sześć usiłowań zabójstwa.

Każda z tych liczb oznaczała czyjąś krzywdę.

A ustalenie prawdziwego sprawcy powinno być ważniejsze niż spektakularne zakończenie śledztwa.

Milion złotych za Wampira

Milicja prowadziła szeroko zakrojone śledztwo pod kryptonimem „Anna”, pochodzącym od imienia pierwszej ofiary.

Przesłuchiwano świadków, sprawdzano podejrzanych, analizowano kolejne informacje.

Wyznaczono nawet milion złotych nagrody za pomoc w schwytaniu zabójcy. Jak na realia PRL była to suma ogromna.

Śledztwo ciągnęło się latami. Każdy następny atak oznaczał nie tylko kolejną tragedię, lecz także kompromitację służb, które nie potrafiły zapewnić kobietom bezpieczeństwa.

Wśród ofiar znalazła się osiemnastoletnia Jolanta Gierek, krewna Edwarda Gierka, wówczas jednego z najważniejszych polityków regionu.

Nietrudno sobie wyobrazić, jak bardzo wzrosła presja na schwytanie mordercy.

A presja na sukces to rzecz niebezpieczna.

Szczególnie wtedy, gdy śledztwo prowadzi aparat państwa, w którym polityczna reputacja władz jest traktowana niemal jak dobro święte.

6 stycznia 1972 roku zatrzymano Zdzisława Marchwickiego.

I tutaj zaczyna się historia, która od lat nie daje mi spokoju.

Bo przyglądając się jego życiu rodzinnemu, materiałowi dowodowemu i późniejszym wydarzeniom, trudno nie zadawać pytań.

Nie oznacza to, że znam odpowiedzi.

Ale w sprawie zakończonej egzekucją samo zadawanie pytań powinno być czymś oczywistym.

Maria Marchwicka. Żona, która wskazała własnego męża

W zatrzymaniu Marchwickiego istotną rolę odegrała jego żona Maria.

To ona przekazywała milicji informacje obciążające męża. Oskarżała go między innymi o przemoc i zachowania, które mogły pasować do obrazu poszukiwanego sprawcy.

Tylko że ich małżeństwo nie było prostą historią brutalnego męża i bezbronnej żony.

Późniejsze publikacje opisywały romanse Marii, domowe awantury i relacje wskazujące, że ona również miała stosować przemoc wobec Zdzisława.

Według części tych relacji Maria była kobietą tęgiej budowy, a jej mąż człowiekiem drobnym, szczupłym i fizycznie znacznie słabszym.

Sam wygląd nie przesądza oczywiście, kto jest sprawcą przemocy. Silniejsza osoba może być ofiarą, podobnie jak drobniejsza może być agresorem.

Istotne jest coś innego: czy śledczy dokładnie zbadali zachowanie obojga małżonków, czy też uznali jedną wersję za wygodniejszą?

W relacjach dotyczących ich związku pojawiały się nawet oskarżenia, że Maria biła męża i poparzyła go lizolem.

Do tego dochodzi określenie, które zapamiętałam z archiwalnego wywiadu z Marią, oglądanego na YouTube.

„Kalesony, nie chłop”.

Tak miała mówić o swoim mężu.

Nie mam obecnie odnośnika pozwalającego sprawdzić nagranie i dokładny kontekst tych słów, dlatego traktuję je jako zapamiętaną wypowiedź, a nie zweryfikowany cytat z protokołu.

Ale jeśli rzeczywiście tak go określała, trudno nie zauważyć pogardy.

Przyznam, że cała ta sytuacja wyjątkowo mnie irytuje.

Bo nawet gdyby Marchwicki był okropnym mężem, nawet gdyby rzeczywiście stosował przemoc, nadal nie byłby to dowód, że mordował przypadkowe kobiety.

I odwrotnie: jeśli sam doświadczał przemocy ze strony Marii, nie oznaczałoby to automatycznie, że był niewinny.

Zeznania małżonka mogą być ważne. Ale nie zastępują dowodów zabójstwa.

Do cholery, przecież mówimy o człowieku, którego ostatecznie skazano na śmierć.

Jerzy Gruba i pamiętnik, który miał mówić za skazanego

Nazwisko Jerzego Gruby zajmuje w tej historii ważne miejsce.

Był jednym z funkcjonariuszy milicji uczestniczących w działaniach przeciwko Wampirowi. Z czasem stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci związanych ze śledztwem.

Wśród materiałów przypisywanych Marchwickiemu znalazł się pamiętnik.

Zapiski miały przedstawiać osobiste doświadczenia i myśli człowieka oskarżonego o serię zabójstw. Ich obecność w sprawie miała znaczenie dla oceny oskarżonego, dlatego trudno traktować je jak zwykłą ciekawostkę.

Ale jest tutaj poważny problem.

W publikacjach o śledztwie pojawia się również kwestia ekspertyz pisma dotyczących anonimowych listów przypisywanych Wampirowi. Badania wskazywane przez autorów zajmujących się sprawą miały wykluczać autorstwo Marchwickiego.

Nie są to jednak automatycznie te same badania, które dotyczą pamiętnika.

Dlatego nie napiszę, że eksperci udowodnili sfałszowanie pamiętnika, bo do takiego stwierdzenia potrzebna byłaby konkretna ekspertyza tego właśnie zeszytu.

Ale chętnie zapytałabym, w jaki sposób weryfikowano jego autentyczność.

Kiedy dokładnie go napisano? W jakich warunkach? Kto miał dostęp do zapisków? Jak zabezpieczono dokument i czy porównano go z niewątpliwie autentycznym pismem Marchwickiego?

Nie przekonuje mnie również argument, że człowiek słabo wykształcony nie mógł napisać określonego tekstu. Poziom wykształcenia sam w sobie nie wystarcza do ustalenia autorstwa.

Od tego są badania dokumentów, a nie stereotypy.

Wątpliwości dotyczą też roli, jaką pamiętnik odgrywał w całej sprawie.

Bo jeśli milicja dysponuje zapiskami człowieka, którego przedstawia jako seryjnego zabójcę, powinna umieć wykazać ich pochodzenie bez pozostawiania istotnych pytań.

I właśnie dlatego chcę wrócić do tego materiału w przyszłości.

Nie po to, żeby z góry ogłosić fałszerstwo.

Po to, żeby sprawdzić, czy faktycznie mamy do czynienia z wiarygodnym dokumentem.

Proces, na który przychodziło się jak na widowisko

18 września 1974 roku rozpoczął się proces Marchwickiego.

Sprawa wzbudzała ogromne zainteresowanie. Postępowanie prowadzono w dużej sali, do której publiczność otrzymywała wejściówki.

Ludzie chcieli zobaczyć człowieka, któremu przypisywano zabójstwo kilkunastu kobiet.

Rozumiem zainteresowanie.

Ale kiedy proces karny zaczyna przypominać widowisko, pojawia się niebezpieczeństwo, że publiczność oczekuje już tylko zakończenia.

Najlepiej surowego.

28 lipca 1975 roku Marchwickiego skazano na karę śmierci za czternaście zabójstw i sześć usiłowań zabójstwa.

Karę śmierci orzeczono także wobec jego brata Jana.

Pozostali oskarżeni otrzymali kary pozbawienia wolności.

I tutaj chcę powiedzieć coś bardzo wyraźnie.

Nie zamierzam romantyzować człowieka oskarżonego o takie zbrodnie.

Jeśli Marchwicki rzeczywiście mordował kobiety, był odpowiedzialny za niewyobrażalne cierpienie.

Ale jeżeli istniały istotne wątpliwości co do jego winy, państwo miało obowiązek je wyjaśnić.

Nie przymknąć na nie oka tylko dlatego, że społeczeństwo chciało zobaczyć winnego na ławie oskarżonych.

Piotr Olszowy. Drugi podejrzany nie oznacza rozwiązania zagadki

Wśród nazwisk pojawiających się w historii Wampira z Zagłębia znajduje się również Piotr Olszowy.

Zwracał uwagę śledczych, a w 1970 roku zamordował członków własnej rodziny i odebrał sobie życie.

Ta historia jest przerażająca sama w sobie.

Z czasem Olszowy zaczął być przedstawiany przez część autorów jako możliwy sprawca przynajmniej niektórych ataków przypisywanych Marchwickiemu.

Tylko że nie wolno popełnić kolejnego błędu.

Fakt, że człowiek zamordował własną rodzinę, nie dowodzi jeszcze, że odpowiadał za wcześniejsze zabójstwa kobiet.

Nie wystarczy mi argument, że ktoś „pasuje” do obrazu mordercy.

Właśnie takie myślenie budzi moje największe zastrzeżenia wobec sprawy Marchwickiego.

Jeśli chcemy krytykować niedostatecznie udowodniony wyrok, sami nie możemy wskazywać nowego winnego na podstawie przypuszczeń.

Prawda nie musi być wygodna.

I nie musi pasować do gotowej teorii.

Henryk Marchwicki. Brat, który nie przestał walczyć

W tej historii był jeszcze Henryk Marchwicki.

Nie Jan, bo ten został stracony razem ze Zdzisławem.

Henryk otrzymał karę 25 lat pozbawienia wolności. Po wyjściu z więzienia w 1992 roku próbował doprowadzić do ponownego zbadania sprawy oraz rehabilitacji siebie i braci.

Trudno wyobrazić sobie ciężar, z jakim musiał żyć.

Dwóch braci straconych. Własne lata spędzone w więzieniu. Nazwisko na zawsze związane z jedną z najgłośniejszych zbrodni PRL.

Henryk utrzymywał, że wyroki były niesłuszne.

W 1998 roku zmarł.

I właśnie jego śmierć stanowi kolejny niepokojący rozdział tej historii.

Według opisywanych później ustaleń miał spaść ze schodów, doznając poważnego urazu kręgosłupa. Jednocześnie relacje wskazują, że znaleziono go w łóżku.

Pojawiły się pytania, jak człowiek z takim urazem miałby samodzielnie wrócić na górę.

Sprawę umorzono.

Nie mamy jednak potwierdzenia, że ktoś Henryka zamordował, upozorował wypadek albo że jego śmierć wiązała się z próbami rehabilitacji rodziny.

Tego nie zamierzam dopisywać.

Ale same niejasności uważam za wystarczająco niepokojące.

Bo jeśli relacje o okolicznościach jego śmierci są dokładne, naturalne staje się pytanie, czy przebieg zdarzeń rzeczywiście odtworzono prawidłowo.

Nie wiem, co wydarzyło się na tych schodach. I właśnie dlatego nie będę udawać, że wiem.

26 kwietnia 1977 roku. Kara, której nie można cofnąć

Tego dnia stracono Zdzisława Marchwickiego.

Wyrok wykonano przez powieszenie.

Jan Marchwicki również został stracony w 1977 roku.

Kiedy myślę o tym, jak wiele pytań zadawano później wokół procesu, powraca do mnie jedno: kara śmierci nie pozostawia miejsca na naprawienie błędu.

Jeśli człowiek zostanie niesłusznie skazany na więzienie, po latach można przynajmniej go zwolnić, unieważnić wyrok i próbować zadośćuczynić krzywdzie.

Oczywiście nie odzyska utraconego czasu.

Ale będzie żył.

W przypadku egzekucji nie istnieje nawet taka możliwość.

Nie wiem, czy Marchwicki był niewinny.

Nie zamierzam pisać, że PRL na pewno powiesił niewłaściwego człowieka.

Jednak sama możliwość poważnych błędów w procesie, którego konsekwencją była śmierć dwóch oskarżonych, powinna wystarczyć, żeby uważnie przeanalizować każdy dostępny dokument.

Bo państwo nie może wykonać wyroku śmierci, a później oczekiwać, że nikt już nigdy nie będzie zadawał pytań.

Wampir z Zagłębia w kinie i telewizji

Historia Marchwickiego zaczęła z czasem żyć również w polskiej kulturze.

W 1981 roku Janusz Kidawa nakręcił film „Anna” i wampir, nawiązujący do poszukiwań seryjnego mordercy na Śląsku.

W 1998 roku Maciej Pieprzyca zrealizował dokument „Jestem mordercą…”, w którym powrócił do sprawy skazania Marchwickiego i pytań o rzeczywistego sprawcę.

Ale szczególnie interesuje mnie to, jak ta historia została przekształcona w fabularny kryminał.

W 2006 roku serial „Kryminalni” wyemitował trzyodcinkowy „Tryptyk śląski”: „Grabarz”, „Wampir” i „Strefa mroku”.

Robert Talarczyk zagrał Joachima Budnego, zwanego Grabarzem.

W serialu pojawia się motyw nowego zabójcy powiązanego z historią Wampira, który przed laty mordował kobiety na Śląsku. Wątek został rozwinięty jako fikcyjna historia kryminalna, a nie odtworzenie losów rodziny Marchwickich.

I właśnie dlatego trzeba zachować podstawowe rozróżnienie.

Można stworzyć fikcyjną postać syna lub następcy zabójcy. Można opowiedzieć historię człowieka, który powtarza zbrodnie poprzedniego pokolenia.

Ale nie wolno później traktować scenariusza serialowego jak dokumentu historycznego.

Człowiek, którego proces do dziś wzbudza dyskusje, stał się inspiracją dla telewizyjnego potwora.

A ja zawsze zastanawiam się, ilu widzów po obejrzeniu takiej historii oddziela fabułę od rzeczywistych wydarzeń.

„Jestem mordercą” z 2016 roku

Dziesięć lat po „Tryptyku śląskim” Maciej Pieprzyca powrócił do sprawy w filmie fabularnym „Jestem mordercą”.

Mirosław Haniszewski wcielił się w młodego funkcjonariusza milicji Janusza Jasińskiego, a Arkadiusz Jakubik zagrał Wiesława Kalickiego, postać podejrzanego inspirowaną Marchwickim.

Film pokazuje mechanizm, który przeraża mnie bardziej niż sama milicyjna propaganda.

Ambicję.

Pragnienie awansu, sukcesu i uznania przełożonych.

Możliwość, że człowiek prowadzący śledztwo zaczyna traktować skazanie podejrzanego jak osobiste zwycięstwo, zamiast pytać, czy zebrane dowody rzeczywiście wystarczają.

Nie twierdzę, że film stanowi dowód niewinności Marchwickiego. Jest fabułą, a nie ekspertyzą sądową.

Ale potrafi postawić pytanie, którego żadna instytucja wymiaru sprawiedliwości nie powinna ignorować.

Co się dzieje, gdy dla śledczego ważniejsze od ustalenia prawdy staje się udowodnienie, że od początku miał rację?

To jeden z najbardziej przerażających możliwych mechanizmów pomyłki sądowej.

Bo człowiek, który już raz uwierzył w winę podejrzanego, może zacząć interpretować każde kolejne ustalenie wyłącznie na potwierdzenie własnej teorii.

A jeśli się myli?

Konsekwencje poniesie nie on.

Akta, do których nadal trudno dotrzeć

W 2025 roku ponownie zrobiło się głośno o próbach zakwestionowania wyroku Marchwickiego.

Media informowały o działaniach prawniczek analizujących sprawę, nowych opiniach oraz problemach z dostępem do obszernego zbioru akt pozostającego w policyjnym archiwum.

Nie wiem, co dokładnie kryją dokumenty, do których nie uzyskano dostępu.

Nie mogę więc twierdzić, że znajdują się w nich dowody niewinności skazanego.

Ale uważam, że tak ważna sprawa zasługuje na możliwie pełną, niezależną analizę.

Zbrodnie popełniono ponad pół wieku temu.

Marchwicki nie żyje od 1977 roku.

Jego brat Henryk, który próbował walczyć o rehabilitację rodziny, również nie żyje.

A pytania pozostały.

Nie widzę powodu, żeby zamykać dyskusję tylko dlatego, że minęło dużo czasu.

Przeciwnie.

Im więcej lat upłynęło, tym bardziej zależałoby mi na ustaleniu, co rzeczywiście wydarzyło się podczas śledztwa i procesu.

Czy milicja znalazła mordercę, czy człowieka pasującego do jej teorii?

Tego właśnie nie potrafię rozstrzygnąć.

I chyba dlatego sprawa Marchwickiego jest tak trudna.

Możliwe, że śledczy rzeczywiście schwytali właściwego człowieka.

Możliwe, że przypisali mu czyny, których nie popełnił.

Możliwe również, że rzeczywisty przebieg wydarzeń był znacznie bardziej skomplikowany, niż przedstawiono w wyroku.

Ale najbardziej przeraża mnie sama możliwość, że potrzeba zakończenia kompromitującego śledztwa mogła stać się ważniejsza niż dokładne sprawdzenie wszystkich dowodów.

Nie lubię historii, w których każdy szczegół idealnie pasuje do wcześniej przyjętej teorii.

Żona wskazuje brutalnego męża.

Milicja znajduje podejrzanego.

Proces wzbudza ogromne zainteresowanie.

Zapadają wyroki śmierci.

A społeczeństwo może wreszcie odetchnąć.

Tylko że prawdziwe życie nie musi układać się w scenariusz kryminalnego serialu.

I nie zawsze ten, kto pasuje do roli mordercy, rzeczywiście nim jest.

Na zakończenie

Nie chcę tworzyć legendy niewinnego Zdzisława Marchwickiego.

Nie chcę również bezkrytycznie powtarzać wersji milicji z czasów PRL.

Chcę wiedzieć, co stało się z kobietami, które padły ofiarami brutalnych ataków.

Chcę wiedzieć, czy człowiek skazany za ich śmierć rzeczywiście został zidentyfikowany na podstawie wiarygodnych dowodów.

Dlaczego tak istotne okazały się zeznania jego żony?

Jak weryfikowano dokumenty przypisywane Marchwickiemu?

Czy wszystkie alternatywne tropy naprawdę zbadano?

I czy po tylu latach można jeszcze dotrzeć do materiałów, które pozwolą odpowiedzieć na przynajmniej część tych pytań?

Odpowiedzi należą się przede wszystkim rodzinom zamordowanych kobiet.

Bo jeśli Marchwicki nie odpowiadał za wszystkie przypisane mu zbrodnie, oznaczałoby to nie tylko tragiczną pomyłkę wobec niego.

Oznaczałoby również, że część ofiar nigdy nie doczekała się rzeczywistej sprawiedliwości.

I to jest dla mnie najbardziej przerażająca możliwość.

Nie tajemniczy Wampir, którego twarz pokazywano później w gazetach.

Nie mroczne filmy ani policyjne legendy.

Tylko państwo tak bardzo przekonane o własnej racji, że mogło nie dopuścić do siebie myśli, iż popełniło błąd.

Bo sprawiedliwość nie polega na znalezieniu człowieka, którego można powiesić. Polega na znalezieniu tego, kto naprawdę zabił.

Źródła i materiały

  1. Instytut Ekspertyz Sądowych – materiały dotyczące sprawy Zdzisława Marchwickiego.
    https://www.gov.pl/web/ies/zdzislaw-marchwicki-odc-3
  2. Polskie Radio – „Wampir z Zagłębia. Zbrodnie, które wstrząsnęły Polską”.
    https://reportaz.polskieradio.pl/artykul/1980915,Wampir-z-Zaglebia-Zbrodnie-ktore-wstrzasnely-Polska
  3. „Rzeczpospolita” – „Czy policja ukrywa dowody w sprawie Wampira z Zagłębia?”.
    https://www.rp.pl/przestepczosc/art42526691-czy-policja-ukrywa-dowody-w-sprawie-wampira-z-zaglebia
  4. FilmPolski – „Kryminalni”, „Tryptyk śląski” (2006), odcinki „Grabarz”, „Wampir”, „Strefa mroku”.
    https://filmpolski.pl/fp/index.php/1214061_5
  5. Polski Instytut Sztuki Filmowej – „Jestem mordercą”, reż. Maciej Pieprzyca (2016).
    https://pisf.pl/wp-content/uploads/2020/02/PF_2016_hyperlinks_pl.pdf
  6. Filmweb – „Jestem mordercą…” (1998), dokument Macieja Pieprzycy.
    https://www.filmweb.pl/film/Jestem+morderc%C4%85…-1998-37064
  7. Filmweb – „Anna” i wampir (1981), „Jestem mordercą…” (1998), „Jestem mordercą” (2016).
    https://www.filmweb.pl/film/Jestem+morderc%C4%85-2016-753545/relateds

Skomentuj