Dzieciństwo według Strażnicy. Urodziny, szkolne zakazy i chrzest, z którego trudno się wycofać.

Wyobraźmy sobie zwyczajną klasę w szkole podstawowej. Jedno dziecko przynosi cukierki z okazji urodzin, drugie przygotowuje świąteczne ozdoby, a kilkoro uczniów ćwiczy piosenkę na szkolne przedstawienie.

Jest też dziecko, które w niektórych z tych rzeczy nie uczestniczy.

Nie dlatego, że nie lubi kolegów albo nie chce się bawić. Po prostu jego rodzice należą do Świadków Jehowy.

Dziecko przychodzi na świat, nie mając najmniejszego pojęcia o Biblii, Jehowie, Ciele Kierowniczym czy organizacji Strażnica. Nie zna żadnej doktryny i nie rozumie sporów teologicznych. A jednak od najmłodszych lat jego codzienność może być podporządkowana zasadom organizacji, do której należą rodzice.

Nie obchodzi urodzin, nie uczestniczy w niektórych szkolnych uroczystościach, chodzi na zebrania, poznaje zasady głoszenia i dowiaduje się, czego oczekuje od niego wspólnota.

Wszystko to na długo przed momentem, kiedy jest w stanie samodzielnie ocenić sens takich ograniczeń.

A potem słyszymy, że przecież ma wolność wyboru.

Zastanawiające, prawda?

Przyjrzałam się temu, co na temat dzieci i wychowania publikuje sama organizacja. Nie potrzebuję anonimowych historii ani niesprawdzonych oskarżeń. Wystarczą mi oficjalne materiały Strażnicy.

Biblia nie zabrania urodzin. Ale Świadkowie Jehowy już tak

Zacznijmy od tortu.

Świadkowie Jehowy nie obchodzą urodzin, ponieważ uważają, że ich świętowanie nie podoba się Bogu.

Na oficjalnej stronie JW.org sami przyznają jednak, że Biblia nie zawiera wyraźnego zakazu obchodzenia urodzin. Swoje stanowisko uzasadniają między innymi dawnymi powiązaniami tych zwyczajów z wierzeniami pogańskimi oraz negatywnym przedstawieniem dwóch uroczystości urodzinowych opisanych w Biblii.

Czyli współczesne dziecko nie uczestniczy w przyjęciu koleżanki, ponieważ organizacja wyciągnęła określone wnioski z historii sprzed tysięcy lat.

Nie wiem, jak wy, ale ja nie widzę niczego demonicznego w torcie czekoladowym i sześciu świeczkach. Trzeba mieć wyjątkowo rozwiniętą wyobraźnię, żeby dostrzec zagrożenie duchowe w przedszkolakach śpiewających „Sto lat”.

Dorosły człowiek nie chce obchodzić urodzin? Proszę bardzo. Jego sprawa.

Ale dziecko nie powinno być traktowane wyłącznie jako wykonawca religijnych decyzji rodziców.

Organizacja tłumaczy, że jej wyznawcy mogą obdarowywać dzieci prezentami i urządzać rodzinne spotkania przez cały rok. Tylko że tutaj nie chodzi o prezenty.

Chodzi o wspólne przeżycia i relacje z rówieśnikami. O możliwość pójścia na przyjęcie przyjaciółki bez konieczności tłumaczenia całej klasie, dlaczego religia rodziców uznaje to za niewłaściwe.

Dorosłym takie sytuacje mogą wydawać się drobiazgami. Dla kilkulatka bywają ważną częścią życia.

Szkolne przedstawienia. Religia nawet przy papierowym aniołku

W oficjalnej broszurze „Świadkowie Jehowy a szkoła” opisano zasady odnoszące się do uczestnictwa uczniów w uroczystościach, przedstawieniach i innych zajęciach związanych ze świętami.

To interesujący dokument, ponieważ pokazuje, jak szczegółowo religijne wytyczne mogą obejmować życie szkolne.

Wyobraźmy sobie przygotowania do przedstawienia. Jedno dziecko uczy się roli, drugie robi dekoracje, a trzecie cieszy się, że wystąpi przed rodzicami.

Uczeń wychowywany w rodzinie Świadków Jehowy może tymczasem zostać wyłączony z części przygotowań ze względów religijnych.

Szkoła powinna respektować wolność religijną i nie zmuszać nikogo do uczestnictwa w obrzędach. To oczywiste.

Ale co w sytuacji, kiedy samo dziecko chciałoby wystąpić, a rodzice się nie zgadzają?

Mam problem z traktowaniem jego potrzeb jak czegoś drugorzędnego wobec interpretacji religijnej przyjętej przez dorosłych.

Sama nie jestem zwolenniczką chrześcijaństwa, ale nie widzę powodu, żeby zabraniać dziecku udziału w szkolnym wydarzeniu wyłącznie z obawy przed symboliką, której ono samo może nawet nie postrzegać religijnie.

Czym innym jest wychowanie zgodne z określonymi przekonaniami, a czym innym podporządkowanie im każdego szczegółu dziecięcej codzienności.

Flaga, hymn i wybory w szkole

Świadkowie Jehowy deklarują neutralność polityczną. Z powodów religijnych powstrzymują się od niektórych form okazywania czci państwu, w tym udziału w określonych ceremoniach patriotycznych.

W starszej broszurze poświęconej szkole omówiono również wybory do samorządu uczniowskiego.

I tutaj naprawdę zastanawiam się, gdzie kończy się religijna ostrożność, a zaczyna niepotrzebne komplikowanie dzieciom życia.

Bo wybór przewodniczącego klasy to przecież nie zamach na władzę państwową.

To zwyczajna okazja, żeby uczniowie nauczyli się współpracy, podejmowania decyzji i reprezentowania własnej grupy.

Wspomniana broszura jest starszą publikacją, więc nie traktuję jej jako dowodu, że obecnie każda rodzina Świadków Jehowy podchodzi do szkolnego samorządu identycznie.

Sam fakt, że organizacja opracowała tak szczegółowe religijne stanowisko dotyczące szkolnych aktywności, jest jednak dla mnie bardzo wymowny.

Chrzest nieletnich. Najpierw zachęta, później konsekwencje

Tutaj zaczyna się temat znacznie poważniejszy niż szkolne przedstawienia i urodziny.

Świadkowie Jehowy nie chrzczą niemowląt. Oficjalnie podkreślają, że przyjęcie chrztu powinno być świadomą decyzją osoby rozumiejącej nauki organizacji.

Tyle że chrzest przyjmują również dzieci i nastolatki.

W „Strażnicy” z marca 2016 roku, w artykule „Młodzi, czy jesteście gotowi do chrztu?”, pojawia się przykład dwunastoletniego chłopca przygotowującego się do tej decyzji.

Dwunastolatek.

Człowiek, który nie może samodzielnie podejmować wielu decyzji prawnych, może według zasad organizacji przyjąć religijne zobowiązanie o konsekwencjach sięgających dorosłego życia.

A przecież poglądy dwunastolatka mogą zmienić się wielokrotnie. To normalna część dorastania.

Jeszcze ciekawszy jest artykuł „Rodzice, czy pomagacie dziecku zmierzać do chrztu?” z marca 2018 roku.

Organizacja przywołuje w nim zaniepokojenie nadzorców obwodów faktem, że niektórzy młodzi ludzie wychowani w rodzinach Świadków mają już około dwudziestu lat, a nadal nie zostali ochrzczeni.

Dwudziestu lat!

Człowiek dopiero zaczyna dorosłe życie, zdobywa niezależność i rozwija własne przekonania, a jego brak chrztu jest przedstawiany jako problem wymagający uwagi.

W tym samym artykule poruszono również obawy rodziców, którzy nie chcą zbyt wcześnie zachęcać dzieci do chrztu, ponieważ wiedzą, że w przyszłości ochrzczone dziecko może zostać wykluczone ze zboru.

I to jest dla mnie szczególnie wymowne.

Skoro nawet rodzice dostrzegają ryzyko związane z przyjęciem chrztu, dlaczego organizacja tak wyraźnie zachęca ich do pomagania dzieciom w podjęciu tej decyzji?

Co, jeśli ochrzczone dziecko dorośnie i przestanie wierzyć?

W tym miejscu pojawia się mechanizm, który oceniam wyjątkowo negatywnie.

Najpierw młody człowiek zostaje zachęcony do chrztu. Przedstawia mu się tę decyzję jako ważny etap rozwoju duchowego i dowód osobistego oddania Bogu.

Następnie dorasta.

Może rozpocząć studia, poznać ludzi spoza organizacji, zainteresować się innymi światopoglądami albo po prostu dojść do wniosku, że nie wierzy w nauki Ciała Kierowniczego.

Problem polega na tym, że ochrzczonego członka wspólnoty obowiązują zasady dotyczące usuwania ze zboru.

W „Strażnicy” z sierpnia 2024 roku organizacja nadal zaleca powstrzymywanie się od kontaktów towarzyskich z osobami usuniętymi, choć dopuszcza niektóre formy kontaktu, między innymi zaproszenie na zebranie czy przywitanie się.

Sytuacja członków najbliższej rodziny mieszkających razem jest opisywana odmiennie. Nie można więc twierdzić, że każde usunięcie ze zboru oznacza automatyczne zerwanie wszystkich kontaktów rodzinnych.

Ale nie trzeba całkowitego zerwania więzi, żeby człowiek boleśnie odczuł zmianę relacji z bliskimi.

Jeśli jego rodzina, znajomi i niemal całe otoczenie należą do organizacji, odejście może oznaczać znacznie więcej niż zmianę przekonań religijnych.

Może oznaczać utratę przyjaźni i ograniczenie kontaktów, które stanowiły podstawę jego życia społecznego.

I właśnie dlatego uważam ten mechanizm za formę nacisku emocjonalnego.

Dla mnie sytuacja, w której człowiek obawia się utraty ważnych relacji z powodu zmiany religii, ma cechy emocjonalnego szantażu.

Nie mam dowodów, że przywódcy organizacji zachęcają dzieci do chrztu właśnie po to, żeby później łatwiej było nimi manipulować. Nie będę przypisywać im nieudokumentowanego zamiaru.

Jednak skutki połączenia wczesnego chrztu z zasadami dotyczącymi wykluczenia uważam za głęboko niepokojące.

Bo jaka to wolność wyboru, jeżeli człowiek boi się konsekwencji wycofania decyzji podjętej jako dziecko?

Ilu dorosłych, a ilu nieletnich przyjmuje chrzest?

Podczas oglądanych przeze mnie zgromadzeń uwagę zwracają mi młodzi kandydaci do chrztu.

Z moich obserwacji wynika, że częściej dostrzegam dzieci i nastolatków niż dorosłych, którzy dopiero po latach samodzielnie poznali organizację i zdecydowali się do niej przystąpić.

Nie podaję jednak tych obserwacji jako światowej statystyki.

Świadkowie Jehowy publikują ogólne liczby chrztów, ale w dostępnych mi sprawozdaniach nie znalazłam podziału pozwalającego dokładnie ustalić proporcje dzieci, nastolatków i dorosłych.

W roku służbowym 2025 organizacja poinformowała o 304 643 chrztach na świecie. Sama ta liczba nie mówi niczego o wieku ochrzczonych.

Dlatego interesuje mnie przede wszystkim coś innego.

Dlaczego organizacja dopuszcza przyjmowanie tak daleko idących zobowiązań przez osoby, których poglądy dopiero się kształtują?

Dlaczego nie zachęca po prostu do zaczekania na pełną dorosłość i niezależność?

Nie mam problemu z człowiekiem, który po latach samodzielnych poszukiwań wybiera określoną religię.

Mam natomiast poważny problem z systemem, w którym dwunastoletnie dziecko może złożyć deklarację wpływającą na jego późniejsze relacje społeczne, a zmiana przekonań w dorosłości może wiązać się z tak bolesnymi konsekwencjami.

Nie zamierzam udawać, że darzę Świadków Jehowy sympatią

Nie będę pisać, że nie mam nic przeciwko Świadkom Jehowy, bo byłoby to zwyczajnym kłamstwem.

Mam. I to bardzo dużo.

Nie ukrywam, że sama przynależność do tej organizacji powoduje, że podchodzę do człowieka z ogromną rezerwą.

Nie szukam kontaktów z jej wyznawcami, nie jestem zainteresowana rozmowami o ich wierze i nie mam najmniejszej ochoty wysłuchiwać kolejnych prób przekonywania mnie do ich interpretacji Biblii.

Nie muszę udawać zainteresowania czymś, co budzi we mnie głęboką niechęć.

Moja krytyka nie wynika jednak z przypadkowych komentarzy przeczytanych w internecie.

Znam nauczanie Świadków Jehowy również z własnych doświadczeń rodzinnych. Czytałam zarówno Biblię w przekładach używanych przez inne wyznania, jak i „Przekład Nowego Świata”.

Od dawna interesuje mnie sposób, w jaki organizacja interpretuje określone fragmenty Pisma i wykorzystuje je do uzasadniania swoich zasad.

Regularnie oglądam przez Zoom zebrania Świadków Jehowy oraz różne zgromadzenia i kongresy.

Nie robię tego z sympatii.

Chcę wiedzieć, co faktycznie przekazuje się wyznawcom, jakich argumentów używają mówcy i w jaki sposób przedstawiają sprawy związane z rodziną, dziećmi, posłuszeństwem oraz światem poza organizacją.

Traktuję te spotkania jako materiał do własnych przemyśleń i artykułów publikowanych na Hrafnrit.

Przeglądam też oficjalną stronę JW.org. Czytam publikacje, porównuję stanowiska i zwracam uwagę na zmiany w nauczaniu.

I muszę przyznać, że im więcej tego oglądam i czytam, tym większą odrazę budzi we mnie ideologia tej organizacji.

Każde kolejne spotkanie i każda następna analiza tylko pogłębiają moje przekonanie, że jest to środowisko, z którego zasadami fundamentalnie się nie zgadzam.

Nie zamierzam również udawać neutralności wobec decyzji o wychowywaniu dziecka według tych zasad.

Oceniam ją zdecydowanie negatywnie.

Uważam za niewłaściwe podporządkowywanie dzieciństwa religijnym interpretacjom, które mogą ograniczać udział w życiu rówieśników, aktywności szkolne i późniejszą swobodę decyzji światopoglądowych.

Nie muszę wiedzieć, jak wygląda codzienność każdej rodziny, żeby krytykować oficjalne zasady organizacji.

A jednocześnie nie potrzebuję nikomu przypisywać zachowań, których nie mogę udokumentować.

Wystarczy mi to, co sama Strażnica publikuje na swój temat.

Dziecko ma prawo dorosnąć i zmienić zdanie

Świadkowie Jehowy zapewniają, że młodzi ludzie sami decydują o swojej religijnej przyszłości.

Dla mnie prawdziwym sprawdzianem tej deklaracji nie jest jednak moment przyjęcia chrztu.

Jest nim sytuacja, w której człowiek chce odejść.

Kiedy dochodzi do wniosku, że nie wierzy w nauczanie organizacji, nie chce uczestniczyć w zebraniach i nie zamierza podporządkowywać dalszego życia decyzjom Ciała Kierowniczego.

Wolność religijna nie polega przecież wyłącznie na możliwości przyjęcia określonej wiary.

Obejmuje również prawo do jej odrzucenia.

Nie uważam, żeby dziecko było przedłużeniem światopoglądu rodziców. Nie musi podzielać ich przekonań, zainteresowań ani życiowych planów.

Może dorosnąć i zostać Świadkiem Jehowy.

Może zostać ateistą.

Może zainteresować się inną religią.

Może nie mieć najmniejszej ochoty zajmować się sprawami duchowymi.

I nie powinno przez to obawiać się utraty miłości własnej rodziny.

Najbardziej uderza mnie to, jak wiele zwyczajnych dziecięcych doświadczeń może zostać podporządkowanych religijnym zasadom.

Urodziny, szkolne przedstawienia, kontakty z rówieśnikami, a później także decyzja o przyjęciu chrztu.

Z perspektywy dorosłych mogą to być niewielkie wyrzeczenia albo dowody wierności Bogu.

Ale dzieciństwa nie można odłożyć na później.

Nie da się wrócić do pierwszej klasy podstawówki jako trzydziestolatek i jeszcze raz przeżyć wszystkich sytuacji, z których kiedyś zostało się wyłączonym.

Podobnie nie można cofnąć czasu i ponownie podjąć religijnej decyzji, którą jako dziecko podejmowało się w zupełnie innych okolicznościach.

Zamierzam nadal czytać publikacje Strażnicy, oglądać wystąpienia i analizować argumenty jej przedstawicieli.

Nie dlatego, że szukam drogi do tej organizacji.

Dlatego, że chcę pokazywać, jakie zasady obowiązują jej członków i jakie mogą mieć konsekwencje.

Nie zamierzam też rezygnować z krytyki tylko dlatego, że dotyczy ona religii.

Religia nie powinna otrzymywać immunitetu od pytań, komentarzy ani publicznej oceny.

A już szczególnie wtedy, kiedy jej nauczanie wpływa na życie dzieci.

Dziecko nie przychodzi na świat jako własność Strażnicy. Przychodzi na świat jako człowiek.

I ma prawo dorosnąć, poznać świat, zmienić przekonania i zadecydować o własnej przyszłości.

Jeśli wolność religijna kończy się w momencie, kiedy człowiek zaczyna samodzielnie myśleć, trudno mi nazwać ją wolnością.

Źródła i materiały

  1. Dlaczego Świadkowie Jehowy nie obchodzą urodzin? — JW.org
    https://www.jw.org/pl/świadkowie-jehowy/faq/urodziny/
  2. Czy Świadkowie Jehowy narzucają dzieciom swoją religię? — JW.org
    https://www.jw.org/pl/świadkowie-jehowy/faq/sj-narzucanie-dzieciom-religii-gloszenie/
  3. Świadkowie Jehowy a szkoła — Święta i uroczystości
    https://www.jw.org/pl/biblioteka/broszury/Świadkowie-Jehowy-a-szkoła/Święta-i-uroczystości/
  4. Świadkowie Jehowy a szkoła — Nasze stanowisko wobec państwa i ceremonii patriotycznych
    https://www.jw.org/pl/biblioteka/broszury/Świadkowie-Jehowy-a-szkoła/Nasze-stanowisko-wobec-państwa-i-ceremonii-patriotycznych/
  5. Rodzice, czy pomagacie dziecku zmierzać do chrztu? — Strażnica, marzec 2018
    https://www.jw.org/pl/biblioteka/czasopisma/straznica-do-studium-marzec-2018/rodzice-pomagajcie-dziecku-zmierzac-do-chrztu/
  6. Młodzi, czy jesteście gotowi do chrztu? — Strażnica, marzec 2016
    https://www.jw.org/pl/biblioteka/czasopisma/straznica-do-studium-marzec-2016/mlodzi-gotowi-do-chrztu/
  7. Pomaganie tym, którzy zostali usunięci ze zboru — Strażnica, sierpień 2024
    https://www.jw.org/pl/biblioteka/czasopisma/strażnica-do-studium-sierpień-2024/Pomaganie-tym-którzy-zostali-usunięci-ze-zboru/
  8. Najważniejsze dane z roku 2025 — oficjalne sprawozdanie Świadków Jehowy
    https://www.jw.org/pl/biblioteka/książki/Sprawozdanie-z-działalności-Świadków-Jehowy-na-całym-świecie-w-roku-służbowym-2025/Najważniejsze-dane-z-roku-2025/

Skomentuj