Dla mnie Nergal jest właściwie jedynym facetem z polskiego metalu, który ma jaja mówić katolikom i Kościołowi dokładnie to, co myśli — nawet jeśli potem znowu musi iść do sądu.
I nie.
Nie trzeba go lubić.
Nie trzeba się z nim zgadzać.
Ja też nie zgadzam się z nim absolutnie we wszystkim.
Ale jest jedna rzecz, której mu nie odbiorę.
Facet od lat mówi wprost, co myśli o chrześcijaństwie, Kościele i całej tej religijnej hipokryzji.
I potem nie robi:
„ojej, źle mnie zrozumiano”.
„to była metafora”.
„przepraszam wszystkich, których uraziłem”.
Nie.
Raczej:
powiedziałem.
Zrobiłem.
I?
I właśnie to w nim szanuję.
Biblia? No była Biblia
2007 rok.
Koncert Behemotha w Gdyni.
Nergal drze Biblię na scenie.
Nie przypadkiem.
Nie dlatego, że mu się kartki posklejały.
Celowo.
Potem zaczyna się cały ten polski cyrk.
Zawiadomienia.
Prokuratura.
Sąd.
Obraza uczuć religijnych.
Sprawa ciągnęła się latami.
I zawsze bawi mnie jedno.
To był koncert Behemotha.
Ludzie kupili bilety na Behemotha.
Nie na rekolekcje.
Nie na scholę.
Nie na wieczór uwielbienia.
Na kurwa Behemotha.
A potem wielkie zaskoczenie, że lider Behemotha zrobił coś antychrześcijańskiego.
No kto by pomyślał.
Naprawdę ciężkie do przewidzenia.
A potem były następne sprawy
Bo przecież na Biblii się nie skończyło.
Były kolejne zawiadomienia.
Kolejne procesy.
Religijne symbole.
Wizerunki.
Matka Boska.
„Rzeczpospolita Niewierna”.
I za każdym razem część ludzi zachowuje się tak, jakby właśnie pierwszy raz usłyszała nazwę Behemoth.
Serio?
Po tylu latach?
Jeszcze jesteśmy zdziwieni?
Można uważać jego prowokacje za głupie.
Naprawdę można.
Można nawet powiedzieć:
„Adam, daj już spokój”.
Ale czym innym jest uznać coś za tandetne albo chamskie, a czym innym ciągać człowieka po sądach, bo religijnie cię wkurwił.
I to jest dla mnie sedno.
Nie czy coś było obraźliwe.
Bo często było.
Miało być.
Tylko co dalej?
I wtedy pojawia się różaniec
To jest chyba mój ulubiony element całej historii.
Krucjaty różańcowe przed koncertami Behemotha.
Tak.
Naprawdę.
Ludzie stoją przed klubem z różańcami.
Modlą się przeciwko koncertowi.
Albo o nawrócenie Nergala.
I ja tego nie znam tylko z internetu.
Sama chodząc na koncerty Behemotha widziałam takie krucjaty.
I naprawdę trudno było zachować powagę.
Fani się z tego śmiali.
Autentycznie.
A zagraniczni byli najlepsi.
Robili sobie zdjęcia na tle protestujących.
Jakby znaleźli dodatkową atrakcję turystyczną.
I słyszałam teksty w stylu:
„taki cyrk to chyba tylko w Polsce”.
No i co miałam odpowiedzieć?
Że nie?
Przyjeżdżasz z zagranicy na Behemotha.
Podchodzisz pod klub.
A tam bonus.
Różaniec.
Krucjata.
Modlitwy o nawrócenie faceta, którego za chwilę zobaczysz na scenie.
Obok ludzie robią selfie.
No przecież to się samo pisze.
W środku Behemoth.
Na zewnątrz różaniec.
Polska.
Koniec obrazka.
I czasem nawet koncert nie jest potrzebny
Bo wystarczy koszulka.
Też to widziałam nie raz.
Koszulka Behemotha.
Logo.
Grafika.
I już.
To spojrzenie.
To mierzenie od góry do dołu.
To lekkie skrzywienie mordy.
Człowiek nic nie powiedział, ale komuś już źle.
Bo Behemoth.
Bo Nergal.
Bo satanizm.
Bo coś tam.
I mnie to zawsze trochę śmieszyło.
Bo serio.
To jest koszulka.
Kawałek materiału.
Ale najwyraźniej czasem wystarczy nadruk, żeby komuś się światopogląd zatrząsł.
God = Dog
A potem mamy God = Dog.
Najpierw singiel.
Potem linia psich smaczków pod tym samym tytułem.
Wegańskich.
Cruelty free.
W kształcie krzyży.
I tu już było grubo.
Bo jak to.
Bóg.
Pies.
Jedno obok drugiego.
Jeszcze pies ma zjeść krzyżyk.
No tragedia.
Upadek cywilizacji.
I ja patrzyłam na całe to zgorszenie i myślałam:
serio?
To już?
To jest ten moment?
Psie smaczki?
Naprawdę?
Dla fana Behemotha to może być żart.
Prowokacja.
Gra słów.
Merch.
Odniesienie do utworu.
A dla kogoś innego nagle zamach na religię.
I właśnie to jest chyba najzabawniejsze.
Jak niewiele trzeba.
Koszulka.
Napis.
Paczka dla psa.
I już zaczyna się święte oburzenie.
„A czemu Biblia, a nie Koran?”
No tak.
Klasyk.
Skoro taki odważny, to czemu nie podrze Koranu?
Może dlatego, że żyje w Polsce.
Tak tylko rzucam pomysł.
Nie w Arabii Saudyjskiej.
Nie w Iranie.
W Polsce.
I jaka religia tutaj przez lata była wszędzie?
No właśnie.
Katolicyzm.
To jego symbole widzisz.
To jego język jest wszędzie.
To jego przedstawiciele przez lata wypowiadali się o tym, jak ludzie mają żyć.
To jego moralność często była traktowana jak domyślna.
Więc niby co ma krytykować?
Religię, z którą praktycznie nie ma kontaktu, tylko po to, żeby komuś się tabelka zgadzała?
Bez sensu.
Ja też mam więcej do powiedzenia o chrześcijaństwie niż o hinduizmie.
Bo to chrześcijaństwo było dookoła mnie.
Nie hinduizm.
To chyba logiczne.
Polski katolicyzm na pokaz
I tu dochodzimy do czegoś, co mnie osobiście bawi najbardziej.
Katolicyzm na pokaz.
Krzyżyk jest.
Chrzest był.
Komunia była.
Ślub kościelny najlepiej też.
Pogrzeb obowiązkowo.
Bo rodzina.
Bo babcia.
Bo „tak się robi”.
A potem życie swoje.
I mnie to nawet nie interesuje.
Chcesz być kulturowym katolikiem?
Bądź.
Naprawdę.
Tylko najśmieszniej robi się wtedy, kiedy ktoś sam ma w dupie połowę zasad własnej religii, ale nagle przypomina sobie o nich przy cudzym życiu.
Seks przed ślubem?
No zdarza się.
Rozwód?
Życie.
Antykoncepcja?
Normalka.
Ale ktoś żyje inaczej niż ty?
O.
I nagle Biblia wraca.
Jak na zawołanie.
I właśnie ten fasadowy katolicyzm Nergal wali od lat.
Nie tylko samą religię.
Też tę całą otoczkę:
wierzę, ale tak wybiórczo.
A potem będę pouczać innych.
Chrześcijaństwo bez pudrowania
Nergal nie robi też tej rzeczy, którą robi masa ludzi publicznych.
„Bardzo szanuję wszystkie religie, ale…”
Nie.
On mówi wprost.
Chrześcijaństwo mu nie pasuje.
Widzie w nim ograniczenia, kontrolę, obsesję na punkcie śmierci, religijne zarządzanie ludźmi.
Można uważać, że przesadza.
Można powiedzieć, że robi teatr.
Pewnie czasem robi.
Ale przynajmniej wiadomo, co myśli.
Nie trzeba tłumacza.
Nie trzeba analizować pięciu wywiadów.
Nie trzeba zgadywać.
I chyba właśnie dlatego tak bardzo odstaje od dużej części sceny.
Bo pentagram do zdjęcia jest spoko.
Odwrócony krzyż też.
Mroczna okładka.
Świece.
Krew.
Wszystko super.
Ale kiedy przychodzi moment powiedzieć coś konkretnie o Kościele, to nagle robi się:
„muzyka powinna łączyć”.
No jasne.
I tu robi się ciekawie z „uczuciami religijnymi”
Bo dla mnie to jest właściwie ciekawsze niż sama Biblia.
Katolik może stwierdzić, że Nergal robi z siebie idiotę.
Może nie znosić Behemotha.
Może uważać ten cały teatr za bluźnierczy i tandetny.
I okej.
Naprawdę okej.
Może nawet stać pod klubem z różańcem, jeśli ma taką potrzebę.
Tylko dla mnie jest ogromna różnica między:
„to mnie obraża”
a:
„to mnie obraża, więc chcę, żeby państwo się tobą zajęło”.
I tu już robi się dziwnie.
Bo nagle nie rozmawiamy o gustach.
Ani o tym, czy coś było chamskie.
Tylko o tym, czy czyjeś religijne oburzenie ma uruchamiać prawo karne.
I właśnie ten moment mnie najbardziej uwiera.
Nie robię z niego świętego
To byłoby zresztą dość zabawne.
Nie zgadzam się z nim we wszystkim.
Czasem jego prowokacja mnie bawi.
Czasem myślę:
dobra, to było już trochę na siłę.
I tyle.
Nie mam potrzeby bronienia wszystkiego tylko dlatego, że zrobił to Nergal.
Ale konsekwencji mu nie odmówię.
Od lat jedzie w tę samą stronę.
Nie robi nagle zwrotu tylko dlatego, że znowu ktoś się oburzył albo trzeba iść do sądu.
Po prostu dalej robi swoje.
I dlatego wracam do początku.
Dla mnie Nergal jest właściwie jedynym facetem z polskiego metalu, który ma jaja mówić katolikom i Kościołowi dokładnie to, co myśli — nawet jeśli potem znowu musi iść do sądu.
Ktoś może go nie cierpieć.
Ktoś inny może uważać, że przesadza.
Jeszcze ktoś pójdzie pod klub z różańcem.
Spoko.
Po tylu latach efekt jest jednak dość zabawny.
Nergal dalej nie jest nawrócony.
Behemoth dalej gra.
A jak trafi się kolejna krucjata pod koncertem, to pewnie ktoś z zagranicy znowu zrobi sobie z nią zdjęcie.
I tyle z całego dramatu.

Skomentuj