W pierwszej części był proces.
Wyrok, 21 lat, kościoły, Fantoft, cała ta legenda, która przez trzy dekady zdążyła obrosnąć wszystkim możliwym.
Ale jest jedna rzecz, której nie da się wrzucić między inne punkty wyroku i przejść dalej.
Euronymous.
Øystein Aarseth.
25 lat.
Nie żyje.
10 sierpnia 1993 roku został zabity w Oslo. Varg Vikernes zadał mu liczne ciosy nożem. W uzasadnieniu wyroku opisano 23 rany kłute, z czego większość znajdowała się na plecach.
I tu zaczyna się cały burdel.
Bo jest wersja Varga i jest wersja przyjęta przez sąd.
To nie jest to samo.
Varg przez lata mówił, że działał w samoobronie. Że bał się Euronymousa. Że konflikt narastał i że pojechał do Oslo skonfrontować się z nim, zanim stanie się coś gorszego.
Można tego słuchać.
Tylko sąd uznał zabójstwo za wcześniej zaplanowane.
Był wyjazd z Bergen do Oslo. Były noże. Były przygotowania. Była próba stworzenia alibi. Było też zachowanie mające utrudnić rozpoznanie Varga po drodze.
I tutaj naprawdę zaczyna mi się kończyć cierpliwość do wersji „to wyszło spontanicznie”.
Bo ile rzeczy można przygotować spontanicznie?
No właśnie.
Nie znam każdej sekundy z tamtej nocy.
Nie wiem, co dokładnie powiedział Euronymous.
Nie wiem, co dokładnie powiedział Varg.
Ale można czegoś nie wiedzieć i jednocześnie widzieć, że sąd nie potraktował tego jak zwykłej bójki, która nagle wymknęła się spod kontroli.
I zanim w ogóle przejdzie się do samego zabójstwa, trzeba powiedzieć o Deadzie.
Bo Euronymous już wcześniej potrafił doprowadzić ludzi wokół siebie do kurewskiej wściekłości.
Po samobójstwie Deada zrobił zdjęcia jego ciała przed wezwaniem policji.
I nie wszyscy potraktowali to jak kolejny ekstremalny numer z blackmetalowej sceny.
Necrobutcher był wściekły.
Później mówił, że zażądał zniszczenia zdjęć i zerwał z Euronymousem kontakt. Miał poczucie, że śmierć ich przyjaciela została wykorzystana zamiast normalnie przeżyta.
I szczerze? Trudno mu się dziwić.
Fotografujesz zwłoki własnego kolegi po samobójstwie.
Potem zdjęcia żyją własnym życiem.
Jedno z nich trafia ostatecznie na okładkę.
To nie jest jakaś niewinna „estetyka”.
To jest coś kurewsko podłego.
Necrobutcher po latach mówił nawet, że sam był wtedy tak wściekły na Euronymousa, że myślał o jego zabiciu.
I to jest ważne, bo rozwala prostą historię, w której tylko Varg miał z nim problem.
Nie miał.
Ale to nadal nie jest usprawiedliwienie morderstwa.
Euronymous mógł zachować się wobec Deada obrzydliwie.
Mógł przekroczyć granicę.
Mógł wkurwić ludzi do granic.
I nadal nie zasługiwał na to, żeby zostać zadźganym.
Te rzeczy mogą istnieć obok siebie.
I właśnie to chyba najbardziej drażni mnie w tej historii, że ludzie ciągle chcą zrobić z niej prosty podział.
Jeden dobry.
Drugi zły.
Tylko że to tak nie działa.
Varg też nie jechał do Oslo sam.
Był z nim Snorre Ruch.
I to też gdzieś znika, bo legenda woli prostą wersję:
Varg kontra Euronymous.
Dwa nazwiska.
Jedna wojna.
Jedna noc.
Tylko że był jeszcze Snorre.
Sąd uznał, że pomagał w przygotowaniu i realizacji planu. Dostał osiem lat więzienia za pomocnictwo w zabójstwie.
Czyli nagle robi się mniej filmowo.
Jest podróż.
Jest druga osoba.
Są przygotowania.
Są noże.
I jest trup na klatce schodowej.
Według ustaleń sądu Aarseth próbował uciekać, a Vikernes go ścigał i zadawał kolejne ciosy.
I tutaj już naprawdę przestaje mnie interesować cała blackmetalowa legenda.
Bo można to pięknie opakować.
Helvete.
Mayhem.
Burzum.
Dwóch skrajnych facetów.
Wielki konflikt sceny.
Brzmi prawie jak finał jakiejś chorej sagi.
Tylko że jeden z nich potem wyszedł z budynku żywy.
Drugi został martwy.
I to jest cały problem.
Jeszcze dochodzą te rany.
- 23.
Duża część na plecach.
Nie będę udawała biegłego z patologii sądowej i opowiadała, że dokładnie wiem, co oznacza każdy cios.
Nie wiem.
Człowiek się rusza, odwraca, ucieka.
Ale trudno przeczytać taki opis i bez żadnego pytania kupić wersję czystej samoobrony.
Sąd jej nie kupił.
I tyle.
Ich konflikt wcześniej był przecież mieszanką rzeczy kompletnie przyziemnych i kompletnie odklejonych.
Muzyka.
Pieniądze.
Ambicje.
Pozycja.
Gadanie za plecami.
Narastająca wrogość.
Do tego scena, na której ludzie prześcigali się w tym, kto jest bardziej ekstremalny.
I nagle z czegoś, co mogło skończyć się na „pierdol się, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego”, robi się śmierć człowieka.
To jest chyba najbardziej żałosne i najbardziej tragiczne jednocześnie.
Bo ludzie czasami naprawdę niszczą sobie życie o rzeczy, które po latach wyglądają absurdalnie.
I nie znoszę też tego całego „Team Varg” i „Team Euronymous”.
Jakby chodziło o internetową dramę.
Ja mogę uważać Euronymousa za człowieka, który zrobił bardzo pojebane rzeczy po śmierci Deada.
Mogę uważać, że miał ego większe niż pół sceny razem wzięte.
I jednocześnie nie uważać, że zasłużył na śmierć.
To naprawdę nie jest sprzeczność.
Tak samo z Vargiem.
Mógł autentycznie czuć się zagrożony.
Nie mam dostępu do jego głowy.
Ale samo poczucie zagrożenia nie sprawia automatycznie, że każda późniejsza rzecz staje się samoobroną.
I właśnie dlatego nie chcę tu tworzyć swojej własnej „ostatecznej wersji”.
Varg opowiada jedno.
Sąd ustalił drugie.
Ja mogę tylko patrzeć na to, co wiadomo, i powiedzieć, że wygląda to źle.
Bardzo źle.
Najbardziej chyba boli mnie to, co stało się potem.
Bo śmierć Euronymousa bardzo szybko przestała być po prostu śmiercią Øysteina Aarsetha.
Stała się elementem legendy Mayhem.
Legendą Burzum.
Częścią historii norweskiego black metalu.
Dzisiaj ludzie często poznają tę historię razem z muzyką.
Najpierw zespół.
Potem Dead.
Potem zdjęcia.
Potem kościoły.
A potem ktoś rzuca:
„A wiesz, że Varg zabił Euronymousa?”
I prawdziwy człowiek robi się kolejnym punktem na liście „najbardziej pojebanych historii black metalu”.
A ja tego nie lubię.
Bo pod pseudonimem Euronymous był nadal Øystein.
25-letni facet.
I niezależnie od tego, co sądzę o jego zachowaniu, o jego ego, o Deadzie i całej tej chorej otoczce, ktoś odebrał mu możliwość zestarzenia się.
Nie wiemy, jaki byłby jako czterdziestolatek.
Nie wiemy, czy dalej grałby w Mayhem.
Nie wiemy, czy po latach sam patrzyłby na część swoich zachowań i myślał:
co ja, kurwa, robiłem.
Nie dowiemy się.
Bo jego historia skończyła się 10 sierpnia 1993 roku.
Varg wyszedł z tego budynku żywy.
Potem był proces.
21 lat.
A później cała legenda, która zaczęła przykrywać coś bardzo prostego.
Jeden człowiek zabił drugiego człowieka.
Cała reszta przyszła później.
Źródła:
- Wyrok Eidsivating Lagmannsrett z 16 maja 1994 r. — opis przygotowań, wyjazdu do Oslo, roli Snorre Rucha, przebiegu ataku i 23 ran kłutych, w tym 16 na plecach. To powinno być główne źródło pod ten tekst.
- https://www.burzum.org/eng/library/articles/1994_court_verdict.shtml
- „Petrified” Magazine, 1994 — pokazuje, jak sam Varg opisywał zabójstwo niedługo po procesie i przedstawiał je jako samoobronę.
- https://www.burzum.org/eng/library/1994_interview_petrified.shtml
- The Guardian — „In the face of death” — wypowiedzi Necrobutchera o śmierci Deada, zdjęciach zrobionych przez Euronymousa i jego żądaniu, by fotografie zostały zniszczone.
- https://www.theguardian.com/music/2005/feb/20/popandrock4
- VICE — wywiad Thurstona Moore’a z Necrobutcherem — Necrobutcher mówi o zdjęciach Deada, odejściu po jego śmierci i walce z dystrybucją The Dawn of the Black Hearts.
- The Quietus — rozmowa z Necrobutcherem — ponownie jego relacja o zdjęciach Deada i konflikcie z Euronymousem po samobójstwie wokalisty.
- https://thequietus.com/interviews/mayhem-interview-necrobutcher/

Skomentuj