Metalowy Radar #1 — co nowego w metalu? 29.09–05.10.2026

Dobra.

Robimy pierwszy Metalowy Radar.

I od razu ustalam jedną rzecz: nie będzie tutaj wypisywania wszystkiego, co ktokolwiek z gitarą wrzucił do internetu przez ostatnie siedem dni.

Bo po chuj.

Tego jest za dużo, a ja nie zamierzam udawać, że przesłuchałam czterdzieści nowych płyt od piątku do niedzieli i już mam o każdej głęboką opinię.

To ma być radar.

Coś wyszło.

Coś mnie zainteresowało.

Coś chcę przesłuchać.

A coś zobaczyłam i pomyślałam: dobra, to koniecznie sprawdzę.

I pierwszy tydzień października wcale nie zaczął się spokojnie.

Amon Amarth obudził Allfathera

2 października wyszło The Allfather Awakens Amon Amarth.

Dziesięć nowych numerów, Metal Blade i oczywiście wszystko, czego można się po nich spodziewać: nordyckie historie, wojna, bogowie, wielkie refreny i riffy stworzone po to, żeby tłum ludzi zaczął machać głową jednocześnie. 

Czy Amon Amarth nagle nagrali ambientowy album o hodowli storczyków?

Nie.

I bardzo dobrze.

Są zespoły, przy których eksperymentów oczekuję.

Od Amon Amarth czasem po prostu chcę Amon Amarth.

Topór.

Wiking.

Riff.

Dziękuję.

Album muszę dopiero porządnie przesłuchać, bo nie mam zamiaru oceniać całej płyty po dwóch singlach. Ale zdecydowanie ląduje na liście.

Xasthur też wrócił z nową płytą

I tu już robi mi się bardziej interesująco.

2 października wyszło także Open To Misinterpretation Xasthur. 

I wystarczy mi właściwie sama nazwa Xasthur, żeby kliknąć.

Nie dlatego, że wszystko, co Scott Conner zrobi, automatycznie ma być genialne.

Nie ma takiej zasady.

Po prostu Xasthur zawsze miał w sobie coś tak kurewsko niewygodnego, że trudno przejść obok obojętnie.

To nie jest muzyka, którą odpalam, kiedy chcę poprawić sobie humor.

Raczej kiedy chcę ten humor dobić i sprawdzić, czy jeszcze żyje.

Zobaczymy.

A Perfect Circle nagle przypomnieli o swoim istnieniu

W tym tygodniu A Perfect Circle wypuścili „To Whom It May Concern” i zapowiedzieli trasę po Ameryce Północnej na 2027 rok. To dopiero drugi świeży singiel zespołu po dłuższej przerwie. 

I to mnie akurat ciekawi bardziej, niż się spodziewałam.

Bo A Perfect Circle nie potrzebuję co pół roku.

Wręcz przeciwnie.

Niech znikają.

Niech wracają, kiedy faktycznie mają coś do powiedzenia.

Nowy numer jest spokojniejszy niż większość rzeczy w tym zestawieniu i całe szczęście, bo po kilku deathcore’owych napierdalankach człowiek zaczyna marzyć o czymś, co nie próbuje go fizycznie pobić.

Czy to oznacza większy materiał?

Na razie nie będę sobie dopowiadać.

Ale dwa nowe single i trasa sprawiają, że można zacząć patrzeć w ich stronę.

All Shall Perish po piętnastu latach

Tu z kolei mamy powrót z kategorii:

gdzie wyście byli przez pół życia?

All Shall Perish pokazali lyric video do „Led To Slaughter”. To drugi nowy singiel zespołu po 15 latach bez świeżego materiału. 

Piętnaście lat.

To jest ten rodzaj przerwy, po którym możesz wrócić i zrobić dwie rzeczy.

Albo brzmieć jak grupa facetów próbujących odtworzyć własną młodość.

Albo wejść i pokazać, że nadal masz powód istnieć.

Na razie jest ciężko.

Brutalnie.

Bez sentymentalnego pierdolenia.

I tak ma być.

Nie potrzebuję filmu z napisem „WE ARE BACK”.

Słyszę.

Slash zrobił to, co Slash robi najlepiej

Slash feat. Myles Kennedy & The Conspirators zapowiedzieli album Flying Blind i wypuścili tytułowy singiel. 

Nie będę tutaj udawała wielkiego szoku.

Slash gra jak Slash.

Myles śpiewa jak Myles.

Gitara brzmi tak, że po kilku sekundach człowiek wie, kto ją trzyma.

I czasami właśnie to jest zaletą.

Nie wszystko musi rozpieprzać granice gatunku.

Czasami chcę dobrego gitarowego numeru i tyle.

Bez wykładu.

Bez rewolucji.

Bez „nowej ery rocka”.

Gra?

Gra.

To The Grave — tu już jest mniej przyjemnie

2 października wyszło Liberation Front To The Grave, a razem z płytą pojawił się numer „Lim From Lamb”. 

I tutaj mamy deathcore, który zdecydowanie nie zamierza być miły.

To The Grave zresztą nigdy nie miało takiego obowiązku.

Brutalność, wkurwienie, ciężar.

I akurat ten materiał chcę przesłuchać z jeszcze jednego powodu — zespół od dawna mocno łączy muzykę z tematami praw zwierząt i weganizmu.

Czyli nie tylko breakdown dla breakdownu.

Jest tam coś więcej do powiedzenia.

To zdecydowanie będzie do nadrobienia.

A cały 2 października był absurdalnie zapchany

Bo oprócz Amon Amarth, Xasthur i To The Grave tego samego dnia wyszły też między innymi:

Imminence – Axis Mundi,
Butcher Babies – Nightbloom,
Frozen Crown – The Legend Of The Six Kings,
TEMIC – Ceiba,
Dead Poet Society – Monarch,
Miss May I – No Place For Me,
Lustmord Lombardo – The Pulse Of Atoms. 

I właśnie dlatego nie zamierzam tutaj udawać, że wszystko już znam.

Nie znam.

Nie da się normalnie żyć, przesłuchać kilkunastu nowych albumów w weekend i jeszcze mieć o każdym przemyślaną opinię.

Będę sobie wybierać.

Wracać.

Odrzucać.

Jak coś okaże się dobre, pewnie pojawi się ponownie.

Jak okaże się gównem, też może się pojawić, tylko w mniej przyjemnym kontekście.

Iommi dalej potrafi zrobić jedną rzecz lepiej niż prawie wszyscy

Wśród nowych utworów tygodnia Metal Hammer wyróżnił również „Stormwatcher” Tony’ego Iommiego, zapowiadający solowy album From The Dark, którego premiera jest zaplanowana na 23 października. 

I tutaj mam właściwie tylko jedno:

to jest Tony Iommi.

Facet współtworzył język, którym do dzisiaj gada pół metalu.

Nie musi mi udowadniać, że umie pisać riffy.

Ale i tak miło usłyszeć, że nadal potrafi zagrać coś i człowiek po chwili robi tę minę:

o kurwa, Iommi.

Nie dlatego, że zobaczył nazwisko.

Dlatego, że usłyszał gitarę.

To jest różnica.

Hatebreed też oczywiście nie przyszli się przytulać

W tygodniowym zestawieniu Metal Hammer pojawił się też nowy Hatebreed – „The Carrion Choir”, zapowiadający Fatal Paradox. 

Hatebreed nie jest zespołem, który odpalam, kiedy chcę kontemplować sens istnienia przy świeczce.

Odpalam ich, kiedy chcę dostać muzycznie po mordzie.

I dokładnie to dostaję.

Uczciwa wymiana.

A Metallica weszła do Sphere

To już nie premiera, ale ciężko całkowicie olać.

1 października Metallica rozpoczęła serię koncertów w Sphere w Las Vegas. Pierwszy koncert odbył się dla około 17 tysięcy osób, a seria ma obejmować 24 występy z zasadą „no repeats”. Podczas pierwszego wieczoru zagrali też „…And Justice For All” po raz pierwszy na żywo od 12 lat. 

Sphere może być wizualnie totalnie przesadzone.

Metallica może być momentami totalnie przesadzona.

Więc właściwie pasują do siebie idealnie.

Chciałabym zobaczyć, jak to wygląda na żywo?

No pewnie.

Portfel miałby inne zdanie.

Co z tego tygodnia zabieram ze sobą?

Na pewno Xasthur.

Na pewno sprawdzę całego Amon Amarth.

All Shall Perish przez sam fakt, że wracają po piętnastu latach.

To The Grave, bo chcę zobaczyć, czy poza brutalnością płyta rzeczywiście ma coś, co zostanie ze mną dłużej.

I A Perfect Circle, bo ich powrót jest na tyle rzadki, że nie potrafię go kompletnie olać.

Reszta?

Zobaczymy.

Może za tydzień będę miała obsesję na punkcie czegoś, co dzisiaj ominęłam.

Może album, który teraz wydaje mi się ciekawy, po dwóch odsłuchach zacznie mnie wkurwiać.

I dokładnie dlatego nie chcę tutaj robić rankingów po dwóch dniach.

Radar ma coś wykryć. Nie od razu ogłaszać arcydzieło.

Za tydzień zobaczymy, co z tego naprawdę zostało, a co już przykryła następna fala premier.

Skomentuj